Tak. Ma trzy miesiące.
Nie jestem codziennie w biurze, często pracuję z domu. Mam partnera, który wziął półroczny urlop, by opiekować się synkiem. Pomaga nam też moja mama. O, właśnie dzwoni.
Macierzyństwo i urlop dają wiele możliwości działania, choć oczywiście inaczej ustawiają priorytety.
Kiedy było głosowanie, jeden z kolegów zapytał, czy podołam. Przyznam, że mnie to zdziwiło. On, ojciec trójki dzieci, przecież samego siebie nie pyta, czy da radę. I nikt mu takich pytań nie zadaje. Gdybym była pracującym ojcem, nie rozmawiałybyśmy w ten sposób. Cały czas rozmawiamy przez pryzmat tego, że jestem matką. A gdybym była mężczyzną, to w ogóle by mnie pani nie pytała o dzieci. Pamiętam ten moment, kiedy miałam zostać wiceprzewodniczącą. Dyskusja, nie ma mnie na sali. A jeden z kolegów wygłasza zdanie, powtórzono mi: „No, z Olą to trzeba porozmawiać, żeby wiedziała, co jest teraz dla niej najważniejsze”.
Nie z troski. Szczęście, że w tym momencie nie byłam na tej sali, bobym wybuchła. Ja naprawdę wiem, co jest dla mnie najważniejsze.
Mam jasno ustawione priorytety.
Najbliżsi są dla mnie najważniejsi. Gdyby się nagle okazało, że coś dzieje się z moim synkiem, to rzucam wszystko i...
Oczywiście. Nasze dziecko jest wyczekane, ukochane. I naprawdę nikt nie ma prawa pouczać mnie ani żadnego rodzica, co jest ważne dla nas i naszego dziecka. Jestem poukładaną osobą. Rodzicielstwo i macierzyństwo nie są powodem do tego, żeby zrezygnować z życia zawodowego, z aktywności społecznej, samorządowej, politycznej. Jestem dorosła i odpowiedzialna.
Tak. A ja mam prawo nie odpowiadać. Ale odpowiem: karmię, i robię to w miejscach publicznych. Karmiłam na sesjach Rady Warszawy, jeśli zajdzie taka konieczność, to będę karmić w Sejmie. Kiedy słyszę, że kobiety, gdy są poza domem, zamykają się w toalecie, żeby nakarmić dziecko piersią, to mnie krew zalewa.
Mówię, uświadamiam. Zabiegałam o stworzenie specjalnych ławek do karmienia i przewijania, są takie już na Bielanach, pewnie będą kolejne.
Wiem, że tak jest.
Też o nich wiem.
Nie wystarcza, by były raz dziennie myte. Ludzie, mieszkańcy, społeczeństwo muszą wiedzieć, że to jest dobro wspólne i po prostu w nich nie sikać.
Mam świadomość, jak dużo barier jest na terenie Warszawy. Wystąpiłam o to, żeby powstał projekt „Dostępna Łazienkowska”. Plan został przeanalizowany i wyceniony. Byłam przekonana, że teraz wystarczy tylko odpalić środki. Ale okazało się, że trzeba przejść przez całą procedurę, żeby takie rozwiązanie wprowadzić.
>>> Całą rozmowę można znaleźć w weekendowym wydaniu Magazynu DGP i na EDGP
