Do wspólnego worka, jakim jest system ubezpieczeń społecznych, wpłacają mniej niż pracownice, a potem wyjmują z niego prawie dwa razy więcej pieniędzy niż te ostatnie. Za nic sobie mają deficyt budżetowy, trudną sytuację finansową ZUS itp.
Naprawdę staram się wzbudzić w sobie negatywne emocje do tych – nazwijmy je po imieniu – oszustek. Ale tak do końca nie potrafię. Bo z drugiej strony nasuwa się wciąż refleksja: zaradne te nasze dziewczyny. Firmę założą, dziecko urodzą i jeszcze na koniec ZUS wycyckają, żeby spokojnie sobie wychowywać dziecko na macierzyńskim czy rodzicielskim. I jak tu im dokładać? Może więc zamiast im, powinno się oberwać komuś innemu? Zastępczym chłopcem do bicia jest rząd. Tym razem pasuje do tej roli idealnie – w końcu odpowiada przecież za to, że w przepisach jest luka i kobiety z własną firmą zawyżają na chwilę składkę chorobową, aby później przez cały rok mieć wyższy zasiłek macierzyński. Jeśli w imię ratowania systemu ubezpieczeń społecznych rządzący byli w stanie przeforsować wydłużenie wieku emerytalnego, a nie potrafią zmienić prostej regulacji, która zapobiegnie wyłudzeniom pieniędzy z ZUS, to zasługują na razy. Może ich otrzeźwią.
Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Z Gazetą Prawną związany od 2005 r. Specjalizuje się w tematyce prawa pracy. Laureat stypendium Prezesa Rady Ministrów Jerzego Buzka oraz Specjalnej Nagrody pod patronatem Elżbiety Radziszewskiej, pełnomocnika rządu ds. równego traktowania, w ramach konkursu „Pracodawca godny zaufania”. Trzykrotny laureat nagrody dziennikarskiej przyznawanej przez Głównego Inspektora Pracy.
