Górski: Prezydent chciałby wyżej podskoczyć, ale trzymają go za nogawki

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
4 stycznia 2017, 20:00
Robert Górski
Robert Górski/Dziennik Gazeta Prawna
- Wszyscy przecież się domyślamy, co musi się dziać za drzwiami Pałacu Prezydenckiego, że on jest targany rozterkami, że chciałby trochę wyżej podskoczyć, a trzymają go za nogawki - mówi w wywiadzie dla DGP Rober Górski, satyryk, współzałożyciel Kabaretu Moralnego Niepokoju.

No, trochę nie wytrzymałem.

Teraz jestem prezesem. Na początku myślałem, że to głupie, by Jarosław Kaczyński miał twarz Donalda Tuska, a potem doszedłem do wniosku, że ta twarz jest ciągle ta sama, tylko się okoliczności zmieniają, kontekst się zmienia. Skoro byłem premierem, to mam prawo i mandat do tego, żeby być prezesem.

Ja jestem beneficjentem dobrej zmiany, bo nikt nie mówi, że kabarety są dowodem na upadek telewizji.

Mówił. Teraz jesteśmy hołubieni, troszczą się o nas, są życzliwi. W życiu prywatnym wszystko w porządku, oprócz tego, że nie będzie gimnazjów. Ale to dlatego, że mam syna w szóstej klasie, który miał iść do gimnazjum, a przez minister edukacji nie pójdzie. Poszedłem nawet na protest w tej sprawie przed urząd gminy.

To znaczy, że nie mogę sobie żartować z polityków prawicy czy z tych, którzy deklarują konserwatywne wartości, a ich nie przestrzegają. Że z Kościoła nie mogę się śmiać? Mogę, taka jest rola satyryka. I to będę krzyczał, jak będą do mnie strzelać. Nie, najpierw będę krzyczał, żeby jednak nie strzelali, ale jak się nie posłuchają, to krzyknę: Niech żyje Polska! Niech żyje satyra! Przecież mamy z tym do czynienia na co dzień – jest pucz i w ramach puczu pan Petru wyjeżdża na Maderę, tamci siedzą w tym Sejmie nie wiadomo do końca po co, a do tego znani ludzie zaczęli masowo umierać. Zastanawiam się, co będzie, jak wszyscy znani ludzie poumierają. Ja jestem średnio znany, więc ja to przetrwam.

Nie wytrzymałem. Napisałem ostatnio nowy program kabaretowy, napisałem scenariusz i piosenki do „W 80 dni dookoła świata” dla Teatru Śląskiego. I poczułem jakiś rodzaj pustki.

Tak, bo przez te lata z tym granym przez siebie Tuskiem się zżyłem, pisałem polityczne skecze, komentowałem rzeczywistość i zaczęło mi tego brakować. Na te wszystkie protesty generalnie nie chodzę, choć nie, przepraszam, byłem na czarnym proteście. Trochę przez przypadek, bo akurat przechodziłem. Wplątałem się w to wszystko trochę jak ten Piszczyk w „Zezowatym szczęściu” i zrozumiałem, że brakuje mi polityki. Gadałem o tym z Mikołajem Cieślakiem, moim kolegą z Kabaretu Moralnego Niepokoju...

Mariuszem. Nazwiska w Uchu nie padają. Imię Mariusz towarzyszy mi od dawna. I tak się złożyło, że akurat przyboczny pana prezesa też ma na imię Mariusz. Mikołaj nawet wygląda jak Mariusz. Zresztą on jest podobny do wszystkich. No więc rozmawialiśmy z Mikołajem, że „Posiedzenie rządu” już było, już nie ma co powtarzać tej figury, że wszyscy siedzą za stołem... Zresztą wiedzieliśmy, że Centrum Zarządzania Światem nie jest w rządzie, że rząd to coś fasadowego, że najważniejszy jest gabinet prezesa na Nowogrodzkiej. Potem jeszcze wymyśliliśmy, że sam gabinet nie wystarczy, że musi być sekretariat, rodzaj poczekalni, w której wiadomo kto siedzi...

Myślę, że ludziom po obejrzeniu „Ucha prezesa” zrobi się go szkoda, żal po prostu. Wszyscy przecież się domyślamy, co musi się dziać za drzwiami Pałacu Prezydenckiego, że on jest targany rozterkami, że chciałby trochę wyżej podskoczyć, a trzymają go za nogawki. Do tego żona uczy niemieckiego, a przecież Niemcy są teraz naszym głównym wrogiem. On sprawia wrażenie, jakby ciągle nie mógł uwierzyć w to, że został wybrany. Może nasz serial doda mu trochę otuchy, może zauważy, że są ludzie, którzy myślą o nim ze współczuciem? Może trochę się z siebie pośmieje, może zamyśli, zrozumie, że ja nie tworzę jego obrazu znikąd? Może nawet dzięki temu zostanie prezydentem na drugą kadencję? A w naszym serialu zyska ludzką sympatię. Tym bardziej że okaże się, że ma alergię na sierść kota...

Treść całego wywiadu można znaleźć w czwartkowym wydaniu DGP oraz tutaj.

>>> Polecamy: Wytchnienie dla zmęczonych rodziców. Bezrobotni pomogą w opiece nad dziećmi

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj