USA wykorzystują emerytowanych generałów. Polska marnuje ich potencjał

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
28 lutego 2017, 19:17
Helikoptery NATO
Helikoptery NATO/ShutterStock
W Stanach Zjednoczonych wiedza oraz doświadczenie wojskowych, którzy odchodzą z armii, zazwyczaj dalej są wykorzystywane przez państwo. U nas nikt tego nie praktykuje.

Sekretarzem obrony USA od kilku tygodni jest czterogwiazdkowy generał. Doradcą prezydenta do spraw bezpieczeństwa przez krótki czas, do momentu ujawnienia jego zbyt ożywionych kontaktów z Rosją, był generał W ostatnich dniach zastąpił go na tym stanowisku inny trzygwiazdkowy generał –. W historii USA zdarzało się także, że generałowie zostawali prezydentami. Choćby który kierował lądowaniem w Normandii, a po za kończeniu II wojny światowej przez dwie kadencje sprawował najwyższy urząd w państwie.

Tymczasem w Polsce emerytowani generałowie od lat poprzestają zazwyczaj na pobieraniu emerytury. Niektórzy pracują dla firm zbrojeniowych. Jednak bardzo rzadko zdarza się, że najwyżsi rangą wojskowi po odejściu z wojska są zagospodarowywani przez państwo. A i wtedy zazwyczaj trafiają do obecnie zupełnie marginalizowanego Biura Bezpieczeństwa Narodowego (jego poprzednim szefem był generał Stanisław Koziej). Czasem zostają wiceministrami obrony. Ostatnio głośnym echem odbiło się odejście generała Waldemara Skrzypczaka z podległego w podwarszawskiej Zielonce. Było to związane z krytyką Bartłomieja Misiewicza, do niedawna rzecznika resortu i szefa gabinetu politycznego ministra Antoniego Macierewicza.

W ostatnich miesiącach w Polsce przybyło wysokich rangą wojskowych na emeryturze. W środę szef resortu obrony na zamkniętym posiedzeniu sejmowej komisji obrony narodowej udzielał informacji o zmianach na stanowiskach dowódczych i kierowniczych w oraz o odejściach żołnierzy ze służby w 2016 r. „Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz przeprowadził szeroką wymianę kadr na najwyższych stanowiskach w jednostkach operacyjnych, każdorazowo zastępując oficerów dobranych przez Platformę Obywatelską oficerami o dużym doświadczeniu bojowym w Iraku i Afganistanie i przeszkolonych we współpracy z wojskami NATO. W Sztabie Generalnym zmiany objęły 90 proc. stanowisk dowódczych, a w Dowództwie Generalnym 82 proc.” – można przeczytać w komunikacie resortu, który ukazał się po spotkaniu ministra z posłami.

Pomijając to, że niedawno zwalniani generałowie również mieli doświadczenie w Iraku czy Afganistanie, i to, że takim komunikatem minister doprowadził do burzy w wojsku, które z założenia ma być apolityczne, warto postawić pytanie, co się stanie z generałami odchodzącymi z wojska. Są to specjaliści, na których szkolenie polscy podatnicy wydali miliony złotych. Większość z nich ukończyła również szkolenia zagraniczne. Przez 20–30 lat służby zdobyli oni także wiele cennych doświadczeń.

I tak np. były szef sztabu generalnego jedyny czterogwiazdkowy generał służący do niedawna w Wojsku Polskim (teraz nie ma żadnego w tej randze), poza polskimi uczelniami skończył m.in. studia podyplomowe w Wielkiej Brytanii. Dobrze mówi po angielsku i doskonale orientuje się w meandrach zależności w kwaterze głównej NATO w Brukseli. Ma 54 lata. Wydaje się, że doświadczony generał, który jeszcze co najmniej kilka lat mógłby służyć Polsce w ramach tzw. dyplomacji wojskowej, niekoniecznie zostanie wykorzystany.

– Sprawdzamy, czy nie zachowywał się antypaństwowo, i wtedy zdecydujemy o tym, co dalej – mówił niedawno DGP jeden z wysokich urzędników w nieformalnej rozmowie. Takich jak Gocuł jest teraz więcej. Ze służby odchodzą właśnie pełniący funkcję dowódcy generalnego generał Mirosław Różański, były dowódca operacyjny generał Marek Tomaszycki czy odpowiadający za miliardowe zakupy, szkolony m.in. przez rok w Waszyngtonie i niemający nawet 50 lat generał Adam Duda. Trudno zakładać, że obecne kierownictwo MON będzie chciało jakkolwiek skorzystać z ich potencjału.

Niestety, takie podejście, charakteryzujące w dużej mierze również poprzednie rządy, to po prostu marnowanie pieniędzy podatników. Tymczasem jest wiele sposobów na zagospodarowanie byłych wojskowych. W Stanach Zjednoczonych często stają się oni wpływowymi doradcami w administracji rządowej. W służbach różnych krajów funkcjonuje czasem tzw. rada dyrektorów, w ramach której byli szefowie danej służby doradzają aktualnemu. Pewnym pomysłem byłoby także zwiększenie ich roli we wspomnianym Biurze Bezpieczeństwa Narodowego czy stworzenie podobnej instytucji analitycznej podległej resortowi obrony.

Czasem generałowie trafiają do polskiej zbrojeniówki, ale otwarte pozostaje pytanie, czy wtedy bardziej liczą się ich kompetencje, czy raczej dawne kontakty w wojsku, dzięki którym można wpływać na proces zamówień. Tak czy inaczej, państwo polskie zbyt dużo wydaje na szkolenie generałów, by potem ich zbyt szybko zwalniać ze służby

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj