E-transport przerwie sponsorowanie rosyjskiej armii

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
13 sierpnia 2019, 17:01
samochód elektryczny
samochód elektryczny/ShutterStock
Corocznie na paliwo do samochodów wydajemy w Polsce nawet 50 mld zł. Z raportu „Napędzamy Polską Przyszłość” opracowanego przez Fundację Promocji Pojazdów Elektrycznych i Cambridge Econometrics wynika, że elektryfikacja transportu mogłaby przynieść w tym zakresie ogromne oszczędności. Mówimy o sumach niebagatelnych. Warto przypomnieć, że roczny koszt programu „Rodzina 500 plus” to „jedynie” ok. 25 mld zł, czyli połowa naszych wydatków na ropę naftową.

Wyobraźmy sobie scenariusz ekstremalny, w którym całkowicie zmieniamy wszystkie samochody jeżdżące po polskich drogach na elektryki. W takim wypadku na przejechanie tej samej liczby kilometrów wydalibyśmy nie wspomniane 50 mld zł, a jedynie ok. 12 mld. Różnica między tymi kwotami zostawałaby w kieszeniach Polaków. Warto się jednak zastanowić, jak taka rewolucja mogłaby wpłynąć na eksporterów ropy naftowej, bo utrata tak poważnych przychodów byłaby bardzo trudna do uzupełnienia.

Przyjrzyjmy się europejskiemu importowi ropy naftowej z W raporcie „Fueling Europe’s Future” z 2018 r. Cambridge Econometrics szacuje, że państwa Unii Europejskiej przeznaczają na import ropy naftowej bądź produktów ropopochodnych z Rosji ok. 125 mld dol. rocznie. Z kolei z analizy brukselskiego think tanku Transport and Environment (T&E) dowiadujemy się, że aż jedna trzecia dochodów budżetu Federacji Rosyjskiej pochodzi ze sprzedaży ropy naftowej i gazu ziemnego. A zatem elektryfikacja transportu w Europie to bezpośredni i w dodatku bardzo mocny cios w rosyjskie finanse.

Spadek wpływów do budżetu nie leży w interesie żadnego państwa. Natomiast tam, gdzie na wyjątkowo wysokim poziomie utrzymywane są wydatki na politykę społeczną czy wojsko, jakiekolwiek redukcje mogą mieć katastrofalne skutki. T&E szacuje np., że wydatki Federacji Rosyjskiej związane z wojskowością wynoszą dziś ok. 66 mld dol. Każdy spadek dochodów budżetowych miałby więc wpływ także na tę linijkę w księgach ministra finansów.

Które państwa mogą najwięcej zyskać na zmniejszeniu importu? W 2017 r. pierwsze miejsce spośród państw Unii Europejskiej importujących ropę z Rosji zajęła Holandia (25,5 mld dol.), drugie miejsce przypadło Niemcom (24,5 mld dol.). Polska uplasowała się na najniższym stopniu podium z importem o wartości 12 mld dol. Trywializując, nasze wizyty na stacjach benzynowych wydatnie zasiliły rosyjski budżet, a co za tym idzie sponsorowały wydatki Moskwy na wojsko.

Jeśli przeliczymy wydane pieniądze na konkretne wyposażenie wojskowe rosyjskiej armii (dla uproszczenia na myśliwce Su-57 po 50 mln dol. sztuka lub czołgi T-14 Armata po 3,7 mln dol.), to wydatki Holandii przekładają się na 511 nowych Su-57 lub 6907 nowych T-14 Armata. Równowartość polskich zakupów ropy to 242 Su-57 lub 3269 czołgów T-14.

Jeśli zatem usłyszycie w najbliższym czasie coś nowego na temat wojny na Ukrainie, warto zastanowić się nad tym, jak Rosja finansuje zbrojenie swojego wojska. Pytanie, czy wspierać elektromobilność, wydaje się w tym kontekście retoryczne.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj