Od objęcia władzy w Rosji przez który starał się podzielić Zachód, USA i Europa dość bezskutecznie próbowały stosować wobec Moskwy politykę zbliżenia, a następnie sankcji - podsumowuje w "Le Figaro" .
W tym czasie nie zauważano agresywnych posunięć Pekinu: polityki wobec Tajwanu, działań Chin na Morzu Południowochińskim, coraz częstszej obecności chińskiej floty na Morzu Śródziemnym. Kryzys koronawirusa ukazał Chiny jako główną siłę destabilizującą świat, spychając Rosję na drugi plan - ocenia Lasserre, powołując się na ekspertów, którzy są przekonani, że niezależnie od tego, kto zostanie następnym prezydentem USA, polityka Waszyngtonu wobec Pekinu nie ulegnie zmianie.
Podczas gdy w ostatnich latach od pacyfizmu do imperializmu, od początku epidemii Rosja przytłumiła swoją wrogość wobec Zachodu - zwraca uwagę dziennikarka. Przypomina, że koronawirus zmusił Putina do anulowania referendum w sprawie zmian w konstytucji, które miały mu pozwolić na pozostanie u władzy aż do 2036 r., oraz przede wszystkim do odwołania uroczystości z okazji 75. rocznicy zakończenia II wojny światowej.
Do Moskwy na te obchody miało przyjechać wielu światowych przywódców, a sama ceremonia miała zakończyć okres potępienia Rosji przez inne kraje za aneksję Krymu i stać się symbolem powrotu tego państwa do wspólnoty międzynarodowej - tłumaczy komentatorka. Podkreśla też trudności wewnętrze, z jakimi musi się zmagać Rosja, wywołane nie tylko pandemią, ale i spadającą ceną ropy.
"Moskwa obawia się, że po zakończeniu kryzysu Chiny do zera zredukują strategiczne znaczenie Rosji" - pisze Lasserre, zaznaczając, że kraj ten "nie potrafi znaleźć swojego miejsca w świecie zdominowanym przez USA i Chiny".
Choć niektóre państwa europejskie, podobnie jak Francja, marzą o wznowieniu przyjaznych stosunków z Moskwą, to Rosja jest pierwszym zagrożeniem, daleko przed Chinami - przypomina. Cytując rosyjskiego eksperta, przewiduje też, że jeśli po epidemii dojdzie do kryzysu gospodarczego, polityka Rosji wobec Zachodu stanie się bardziej agresywna.
"Gdy chodzi o strategię, zagrożenia nie znoszą się, ale kumulują" - przestrzega Lasserre.
W tym samym numerze "Le Figaro" politolog i finansista tłumaczą, że "hegemonia Chin nie nastąpi jutro", ponieważ państwo to ma wciąż wiele słabych punktów.
Według autorów są nimi m.in. trudne stosunki z azjatyckimi sąsiadami spowodowane próbami chińskiej ekspansji terytorialnej, ale też napięte relacje z USA, Europą i niektórymi państwami Afryki.
Jeżeli prawdą jest, że wywołane epidemią posłało na bezrobocie 200 mln chińskich pracowników, to istnieje ryzyko "poważnych napięć socjalnych" - czytamy w "Le Figaro".
Za kolejny czynnik determinujący rozwój gospodarczy Chin komentatorzy uznają starzenie się społeczeństwa. Już teraz 200 mln mieszkańców tego państwa ma więcej niż 65 lat, a do 2050 r. ta liczba się podwoi.
Wreszcie - jak zauważają Gayard i Brun-Theremin - Chiny znajdują się w środowisku geopolitycznym, które stwarza więcej zagrożeń, niż to, w jakim pozostają USA i Europa, stąd konieczność przeznaczania większego odsetka PKB na zbrojenia. Chiny muszą się jeszcze uzbroić w cierpliwość w oczekiwaniu na odegranie wiodącej roli w świecie podsumowują autorzy.
>>> Polecamy: Rosyjscy hakerzy wykradają wyniki badań o Covid-19
