W sobotę zakończyło się trzydniowe posiedzenie organu kierowniczego chińskiego parlamentu, na którym projekt prawa był omawiany. Zdaniem ekspertów władze planują wprowadzić go w życie przed wrześniowymi wyborami do lokalnego parlamentu Hongkongu.

Według Xinhua projekt przewiduje utworzenie w regionie komisji bezpieczeństwa, która będzie się zajmowała zbieraniem informacji wywiadowczych oraz sprawami przestępstw przeciwko bezpieczeństwu państwowemu. Komisja ma podlegać szefowej administracji Hongkongu i być nadzorowana przez Pekin.

Szefowa hongkońskich władz Carrie Lam będzie też mogła wybierać sędziów orzekających w sprawach bezpieczeństwa państwowego – wynika z depeszy Xinhua. Zdaniem agencji Reutera może to wywołać zaniepokojenie wśród inwestorów, dyplomatów i biznesmenów w regionie.

W niektórych sprawach dotyczących bezpieczeństwa państwowego decyzje będą zapadać w Pekinie. W przypadku konfliktu praw obowiązujących w Hongkongu z przepisami nowego prawa o bezpieczeństwie, to ono będzie miało moc nadrzędną, a jego interpretacji dokonywać będzie Stały Komitet Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych (OZPL) – podała Xinhua.

Chińskie władze twierdzą, że nowe prawo służy zwalczaniu działalności separatystycznej, wywrotowej i terrorystycznej oraz zmów z zagranicznymi siłami. Zdaniem krytyków położy ono kres wolności i szerokim swobodom obywatelskim, które uznawane są za kluczowe dla pozycji Hongkongu jako międzynarodowego centrum finansowego.

Reklama

Weteran hongkońskiego ruchu demokratycznego Lee Cheuk-yan oceniał w rozmowie z PAP, że nowe prawo „jest jak gilotyna nad naszymi głowami”, a kiedy spadnie, „nasza wolność będzie zniszczona”. Wyraził też obawy, że umożliwi ono działalność w Hongkongu tajnej policji politycznej, którą porównał do Stasi w NRD.

Plan narzucenia tego prawa Hongkongowi z pominięciem jego lokalnej legislatywy uznawany jest za znaczne ograniczenie autonomii regionu, przewidzianej zasadą „jednego kraju, dwóch systemów”. Projekt wywołał protesty w Hongkongu oraz silne zaniepokojenie w USA i Europie. Zamiary Pekinu krytykowały m.in. USA, W. Brytania, Kanada, Australia i grupa G7.

Z Kantonu Andrzej Borowiak (PAP)

anb/ mal/