Straszył Zachód rakietą, która nie była gotowa
Sarmat od początku miał być symbolem rosyjskiej potęgi militarnej. Kreml przedstawiał go jako broń zdolną przełamać każdą obronę przeciwrakietową i zapewnić Rosji strategiczną przewagę nad Zachodem. Putin kilka razy zapowiadał rychłe wprowadzenie rakiety do służby, a we wrześniu 2023 r. Rosja ogłosiła, że pierwszy pułk pełni już dyżur bojowy.
Dziś wiadomo, że deklaracja o wejściu Sarmata do służby wyprzedziła rzeczywisty stan programu. Dallas Analytics – ukraińska firma specjalizująca się w analizie rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego – dotarła do wewnętrznej korespondencji producentów Sarmata. Wynika z niej, że gdy Kreml ogłaszał sukces, program nadal zmagał się z problemami, które uniemożliwiały jego pełne wdrożenie. Co więcej, w maju 2026 r. sama Rosja poinformowała o kolejnej próbie Sarmata i zapowiedziała, że pierwszy pułk osiągnie gotowość bojową dopiero do końca roku. Tym samym Kreml sam podważył własne deklaracje z 2023 r.
Dlaczego blef Rosji nie wyszedł na jaw wcześniej?
Przez lata Rosja i Stany Zjednoczone były związane traktatem New START – ostatnim porozumieniem regulującym strategiczną broń jądrową. Nie określał on jedynie limitów rakiet i głowic. Obie strony musiały również wymieniać informacje o swoich arsenałach, zgłaszać najważniejsze zmiany i wpuszczać inspektorów do wybranych obiektów wojskowych. Dzięki temu Waszyngton mógł sprawdzać, czy rosyjskie deklaracje mają pokrycie w rzeczywistości.
System ten zaczął się rozpadać po pełnoskalowej inwazji na Ukrainę. Rosja najpierw wstrzymała inspekcje, następnie zawiesiła udział w traktacie, a w lutym 2026 r. pozwoliła mu wygasnąć. Od tego momentu Zachód stracił możliwość niezależnej kontroli rosyjskich strategicznych sił jądrowych. Dlatego wyciek wewnętrznych dokumentów ma dziś tak duże znaczenie – pozwala zweryfikować deklaracje Kremla, których nie da się już sprawdzić oficjalnymi kanałami.
Nieudolna biurokracja skuteczniejsza od sankcji
Ujawnione dokumenty obejmują wewnętrzną korespondencję rosyjskich zakładów zbrojeniowych, dokumenty transportowe i rozliczenia finansowe. Wszystkie pokazują, że deklaracje Kremla o gotowości bojowej Sarmata wyprzedziły rzeczywisty stan programu.
Najlepszym symbolem patologii programu jest Władimir Wiertielecki, wysoki urzędnik rosyjskiego resortu obrony odpowiedzialny za odbiór zamówień zbrojeniowych. W 2024 r. został aresztowany pod zarzutem zatwierdzania prac, które istniały jedynie na papierze.
Z dokumentów wynika, że wdrożenie Sarmata blokowały trzy problemy. Pierwszym był brak wymaganej dokumentacji technicznej. Drugim – trudności z transportem elementów rakiety. Trzecim okazał się wieloletni spór producentów z resortem obrony o ostateczne ceny. Nie technologie ani sankcje, lecz rosyjska biurokracja sprawiła, że strategiczny program jądrowy ugrzązł na lata.
Prace nad Sarmatem trwają nadal
Ujawnione dokumenty nie dowodzą, że Sarmat jest fikcją ani że Rosja zrezygnowała z jego budowy. Pokazują jednak, że przez lata Kreml straszył Zachód rakietą, która nie była jeszcze gotowa do służby. Gdy rosyjskie władze ogłaszały jej wejście na dyżur bojowy, własny przemysł wciąż zmagał się z problemami typowymi dla etapu wdrażania.
Historia Sarmata pokazuje, że rosyjskie komunikaty dotyczące strategicznych programów zbrojeniowych mogą wyprzedzać rzeczywistość nawet o kilka lat. Po wygaśnięciu traktatu New START ich niezależna weryfikacja stała się znacznie trudniejsza.
Redaktor Forsal.pl. Absolwent politologii na Uniwersytecie SWPS, z zamiłowania historyk. W przeszłości związany z Polskim Radiem, Wirtualną Polską, dziennikiem „Polska The Times” oraz miesięcznikiem „Nasza Historia”. Publikował również w Gazeta.pl i „Newsweek Historia”. Były wieloletni współpracownik Ośrodka „Karta” i Muzeum Getta Warszawskiego. Autor pierwszej pełnej biografii gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego - „Decyzje ‘Bora’. (Auto)biografia Tadeusza Komorowskiego - kawalerzysty, olimpijczyka, dowódcy, wodza i premiera”.
