Czy mamy polsko-ukraińską „zimną wojnę” o historię?
Mykoła Kniażycki, deputowany do Rady Najwyższej Ukrainy: - Uważam, że absurdalne jest w ogóle to, iż rozmawiamy o „zimnej wojnie” o historię między Polską a Ukrainą, kiedy toczy się prawdziwa, gorąca wojna z Rosją, z naszym wspólnym wrogiem. Musimy zadać sobie pytanie: czego tak naprawdę chcemy? Czy chcemy zwycięstwa? Chcemy być sojusznikami, także w Unii Europejskiej? Chcemy, aby Polska była liderem Europy Środkowej i żeby polskie firmy mogły zarabiać na odbudowie Ukrainy? A może chcemy być wrogami? Jeśli tak, to dlaczego? Dlatego, że polscy i ukraińscy rolnicy będą ze sobą w przyszłości konkurować o unijne kwoty produkcyjne? A może z powodu kłótni polityków o to, co wydarzyło się 100 czy 80 lat temu? Jeśli zdecydujemy się być nieprzyjaciółmi, to zawsze znajdziemy jakiś powód. Problem w tym, że od tego, czy będziemy sojusznikami, czy pogrążymy się w tej „zimnej wojnie”, zależy nasza przyszłość, bo przeszłości nie zmienimy.
Wzajemne relacje są tak napięte, że w Polsce przedmiotem sporu politycznego stało się ostatnio przekazanie Ukrainie pocisków rakietowych do systemów Patriot. Wygląda na to, że tę spiralę trudno zatrzymać.
M.K.: - Dlatego pytam, jaki sens ma ten spór? Czy polscy politycy są zainteresowani tym, aby Ukraina była okupowana? Czy zależy im na tym, aby ukraińscy cywile ginęli od rosyjskich rakiet i dronów? Wydaje mi się, że w interesie Polski jest pomaganie armii ukraińskiej, choćby dlatego, że broni nie tylko swojego kraju, ale i Polski. Poza tym większość ludzi, którzy są codziennie narażeni na rosyjskie ataki z powietrza, nie ma nic wspólnego z tym, co wydarzyło się w 1943 roku na Wołyniu. Nie mają tam żadnych przodków. Wielu z nich do niedawno w ogóle nie słyszało o zbrodni wołyńskiej, bo w czasach ZSRR nie wolno było u nas o tym mówić. Zastanówmy się, czy z powodów błędów popełnionych przez część dowódców 80 lat temu i polityków teraz społeczeństwa muszą być do siebie wrogo nastawione?
Czy strona ukraińska nie powinna wykonać jakiegoś gestu dobrej woli pod adresem Polski? W końcu zaczęło się od nadania jednostce wojskowej imienia Bohaterów UPA.
M.K.: - Myślę, żeże aby uspokoić nastroje, obie strony musiałyby wykonać jakieś symboliczny gest. Rozumiem, że dzieli nas trudna historia, ale dialog znacznie utrudnia to, że w Polsce mówi się tylko o jej fragmencie. Wszyscy w Polsce wiedzą o tym, że oddziały UPA dopuściły się zbrodni na Polakach na Wołyniu. Zapomina się jednak o tym, że podłożem tej tragedii była restrykcyjna polityka rządu II RP wobec mniejszości ukraińskiej. Dopuszczając się aktów terroru i zbrodni, ukraińscy radykałowie popełnili kardynalny błąd, ale pamiętajmy, że odpowiedzialnych jest za to ledwie 5-10 proc. żołnierzy UPA. Większość młodych ludzi zaciągnęła się do Ukraińskiej Armii Powstańczej w 1944 i 1945 roku, i do lat 60. XX wieku walczyli w podziemiu z Sowietami, za co zapłacili najwyższą cenę. Co więcej, w Polsce tylko nieliczni słyszeli o tym, że w okresie międzywojennym wicemarszałkiem polskiego sejmu był Wasyl Mudry, ukraiński działacz społeczny, przewodniczący UNDO, czyli Ukraińskiego Zjednoczenia Narodowo-Demokratycznego (partii politycznej, która istniała w latach 1925-1939 – PAP). UNDO było największą partią w Ukrainie Zachodniej, będącej wówczas częścią Polski, zaś Mudry budował dobre relacje z Polakami. Jeśli chodzi o zbrodnie, na Wołyniu i w Galicji mordowano nie tylko Polaków. Ukraińcy też ginęli z rąk Polaków. Dlaczego wciąż rozdrapujemy rany z przeszłości, a zapominamy o tym, co mówił święty Jan Paweł II. Papież Polak był przecież mocno zaangażowany na rzecz polsko-ukraińskiego pojednania
W czasie pielgrzymki do Ukrainy w 2001 r. papież mówił m.in. o tym, by „uwolnić się od goryczy przeszłości”.
M.K.: – To bardzo mądre słowa. Kłótnie o przeszłość są na rękę Rosji. Jeśli chcemy być dalej sojusznikami, obie strony muszą doprowadzić do deeskalacji konfliktu. Hierarchowie katoliccy i grekokatoliccy zaapelowali o coś, co po ukraińsku nazywa się „rozbrojenie mowy”, czyli „rozbrojenie języka”. Najpierw musimy „rozbroić” język. Uważam, że jest to możliwe.
Czy to prawda, że efektem ubocznym sporu o UPA i ordery jest znaczący wzrost nastrojów antypolskich w Ukrainie?
M.K.: - Niestety tak, ale robię wszystko, co w mojej mocy, by powstrzymać ten proces. Doskonale pamiętam bowiem to, co Polacy zrobili dla Ukraińców po pełnoskalowej inwazji w 2022 roku. Rozmawiam z panem, będąc w Hadze na konferencji Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Na forum tej organizacji cała polska delegacja – zarówno członkowie KO, jak i PiS - wspiera Ukrainę. Taka jest bowiem polska racja stanu. Jeśli chodzi o Ukrainę, martwi mnie to, że tę niechęć wobec Polaków podsycają niektórzy politycy, zapewne z myślą o wyborach, które będziemy mieli, kiedy skończy się wojna. Trwa licytacja na to, kto będzie bardziej antypolski, bo takiego – w jego mniemaniu – przyszli wyborcy uznają za większego patriotę. Zbijanie kapitału na resentymencie wobec Polski uważam za błąd, zaś patriotyzmem nie jest granie antypolską kartą, tylko praca na rzecz zwycięstwa z Rosją.
Rozmawiał Jacek Pawlicki
Redaktor i wydawca strony głównej, z redakcjami Grupy Infor (Forsal.pl, Dziennik.pl, GazetaPrawna.pl, Infor.pl, ZdrowieGO.pl) związany od 2010 roku. Zajmuje się tematyką stosunków międzynarodowych, polityki gospodarczej i technologicznej, bezpieczeństwa, a także psychologią, zarządzaniem i pracą. Wcześniej zajmował się naukowo teoriami społeczeństwa sieci.
