statystyki

Gwałtowny spadek inwestycji w Polsce. Firmy boją się wydawać

31 sierpnia 2016, 07:29 | Aktualizacja: 31.08.2016, 07:30
Źródło:Dziennik Gazeta Prawna
Stan polskiej gospodarki

Stan polskiej gospodarkiźródło: Dziennik Gazeta Prawna

Tak źle nie było od 2012 roku. W II kwartale  poziom  inwestycji  spadł o 4,9 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem. Winni? Między innymi strach przed spowolnieniem i fiskusem.

Reklama

Reklama

Według GUS wydatki na inwestycje zmalały o 4,9 proc. w porównaniu z II kwartałem 2015 r. Gdyby nie duży wzrost eksportu i stabilna dynamika konsumpcji, nie udałoby się utrzymać wzrostu PKB na poziomie 3,1 proc. Nic dziwnego, że raport GUS zaskoczył ekspertów. Pierwsze wytłumaczenie to ciągły zastój w inwestycjach publicznych, zwłaszcza tych, które mogłyby być współfinansowane ze środków UE.

Widać to choćby w poziomie wydatków samorządów. W ciągu dwóch kwartałów przeznaczyły one na inwestycje prawie 5 mld zł. Rok temu było to 10,8 mld zł, choć w tym samym czasie samorządy zwiększyły swoją nadwyżkę o połowę (rok temu po dwóch kwartałach wynosiła ona 10,5 mld zł, w tym – 16,6 mld zł). Polska gospodarka jest na etapie przejściowym, w którym poprzednia perspektywa finansowa UE wygasła, a nowa jeszcze nie ruszyła. I tak tłumaczy to rząd, licząc, że w II połowie roku wydatki współfinansowane z UE wyraźnie przyspieszą.

>>> Czytaj też: Długotrwała stagnacja. Jest kiepsko i lepiej nie będzie

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Eksperci jednak powątpiewają, czy tak głęboki spadek inwestycji można wiązać tylko z brakiem unijnych funduszy. Wskazują na rosnące poczucie niepewności. I nie chodzi tylko o ryzyko gospodarczego spowolnienia za granicą, które mogłoby doprowadzić do spadku popytu i zamówień u polskich eksporterów. Jako pierwszy powiedział o tym przed kilkoma dniami były prezes NBP Marek Belka, który w wywiadzie dla TVN24 stwierdził, że inwestycyjna niechęć samorządów wynika m.in. z obaw o kontrole i oskarżenia o niegospodarność. – Sektor prywatny zaś może się obawiać fiskusa w kontekście zapowiadanej poprawy ściągalności podatków. Efekt: nie ma inwestycji – mówi Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium.

Dane GUS były rozczarowujące z jeszcze jednego powodu: petarda, jaką miał być program 500+, jeszcze nie odpaliła. Wzrost konsumpcji prywatnej był niewiele większy od tego z I kwartału i wyniósł 3,3 proc. Tutaj jednak oczekiwania były nieco na wyrost, bo co prawda program ruszył 1 kwietnia, ale wypłaty zaczęły się w maju, najwięcej ich zaś dokonano w czerwcu. Beneficjenci mogli też nie wydawać otrzymanych pieniędzy od razu, lecz odkładać je z myślą o wakacjach bądź spłacać bieżące długi, z których uprzednio finansowali konsumpcję. – W takim scenariuszu konsumpcja nie rośnie, zmienia się tylko sposób jej finansowania – wskazuje Maliszewski.

Inną teorię mają ekonomiści Crédit Agricole. Ich zdaniem brak widocznych efektów 500+ to zasługa większej ochoty Polaków do oszczędzania. Widać to choćby w danych o wyraźnym napływie nowych środków do funduszy inwestycyjnych. Czy konsumpcja przyspieszy w kolejnych kwartałach? Część ekonomistów na to liczy, twierdząc, że program wypłat dodatków będzie działał już pełną parą, a nic nie zapowiada pogorszenia sytuacji na rynku pracy (spadek bezrobocia, wzrost zatrudnienia, większy realnie fundusz płac). Ale niektórzy – jak właśnie analitycy Crédit Agricole – są sceptyczni i zwracają uwagę, że pieniądze na dzieci mogą być odkładane w funduszach czy bankach.

Jednak większym zmartwieniem są perspektywy inwestycji. Teoretycznie przedsiębiorcy powinni inwestować, bo mają z czego (depozyty firm trzymane w bankach wynoszą 240 mld zł), wykorzystanie mocy produkcyjnych jest wysokie (oscyluje wokół 80 proc.), a kredyt bankowy, którym można by się wesprzeć w finansowaniu projektów – tani (ze względu na rekordowo niskie stopy). Prognozy są jednak marne, bo początek II połowy roku nie wygląda najlepiej.

Maliszewski przypomina, że produkcja budowlana – która idzie w parze np. z inwestowaniem w infrastrukturę – w lipcu spadła o 18,8 proc. Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku, zwraca też uwagę na duży, ponad 9-proc. lipcowy spadek sprzedaży dóbr o charakterze inwestycyjnym. Jego zdaniem trudno będzie zachęcać firmy do inwestowania, jeśli rząd będzie opierał plan budżetowy tylko na zwiększaniu dochodów, bez oszczędności. Przedsiębiorcy mogą sądzić, że fiskus będzie działał bardziej restrykcyjnie, co nie będzie sprzyjało podejmowaniu ryzyka inwestycyjnego. – Struktura wzrostu PKB w II kwartale powinna skłonić rząd do konkretnych działań ograniczających deficyt finansów publicznych w przyszłym roku. W przeciwnym razie niepewność inwestycyjna przedsiębiorstw może się tylko pogłębić – ocenia Wojciechowski.

>>> Polecamy: Rzeczywistość kontra prognozy PKB. Lepiej nie sądzić gospodarki po pierwszym odczycie

To nie musi być dramat

Mirosław Gronicki ekonomista, były minister finansów

Spadek inwestycji nie musi być dla budżetu złą wiadomością. Mniej inwestycji to mniej zwrotów z VAT, w sumie więc dochody budżetowe na tym nie ucierpią. To może być zresztą jeden z powodów, dla których nominalne wpływy z VAT rosły w I półroczu szybciej niż PKB. Drugim powodem wzrostu wpływów może być wywołanie wśród przedsiębiorców poczucia zagrożenia zapowiedziami zaostrzenia polityki podatkowej. Część z nich przenosi działalność z szarej strefy do oficjalnego obiegu, co skutkuje zwiększaniem ujawnionych obrotów i wpływów z VAT, ale też zatrudnienia, funduszu płac i dochodów z PIT. Tyle że przedsiębiorca ujawnia też koszty, co ogranicza dynamikę dochodów z CIT. Takie zjawisko ogranicza również aktywność ekonomiczną. Pieniędzy w firmie zostaje mniej, więc inwestycji też jest mniej. Dodatkowych efektów z ujawnienia się szarej strefy trudno oczekiwać, skoro raz już nastąpiły. Przedsiębiorca nie będzie zatrudniał nowych pracowników, jeśli ma dodatkowe koszty, co oznacza, że fundusz płac – i w efekcie dochody z PIT – też raczej nie będzie szybko rósł. Tym bardziej że rosną koszty zatrudnienia. Co do wpływów z VAT, wiele zależy od tego, czy ujawnią się w końcu efekty programu 500+. Istnieje ryzyko, że będą one kompensować spadek popytu ze strony innych grup społecznych i ostateczny efekt wyjdzie na zero.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama

Reklama

  • Ochota(2016-08-31 08:59) Odpowiedz 4420

    Typowa pulapka sredniego dochodu. Docieramy do swojej granicy dynamicznego wzrostu. Teraz 2.5% wzrostu to jest nowa rownowaga. Za 10 lat bedzie to 1%. Politycy zreszta to rozumieja bo steruja teraz raczej systemem dystrybucji. Teraz walka jest nie o doganianie a o utrzymanie status quo. Podstawa utrzymania status quo jest zachamowanie erozji demograficznej. Rzad dziala racjonalnie!

    Pokaż odpowiedzi (3)
  • Cehaef(2016-08-31 09:04) Odpowiedz 3381

    Dobra zmiana wystraszyła inwestorów zarówno tych zewnętrznych jak i wewnętrznych. Tak źle nie było od kryzysu w 2008 roku, ale czy ktoś jest tym zaskoczony?

  • RICO(2016-08-31 08:46) Odpowiedz 241

    Inwestycje w firmę przestało przynosić zyski ! Przyczyny są proste:ubogie społeczeństwo i jego słuszna niechęć do zaciągania kredytów,wyśrubowana ilość firm wzajemnie rywalizujących utworzona przez dotacje unijne no i wyjątkowo trudna walka o jego przetrwanie w tych warunkach bo zabiera nam całe godziny życia.! Szkoda życia na taki kierat !

    Pokaż odpowiedzi (2)
  • tygrys_myszowaty(2016-08-31 10:13) Odpowiedz 2388

    Rosjanie już się nauczyli, że tak naprawdę są właścicielami tylko tego, co uda im się wywieźć na zachód. Polacy poczytali sobie o tym, jak Dobra Zmiana zamierza przejąć zarząd nad ich firmami wprowadzając swoich politycznych komisarzy - i w ekspresowym tempie nadrabiają swoje braki edukacyjne. I na dziś dylemat właściciela polskiej firmy nie brzmi: >>ile należy zainwestować w firmę<< tylko >>jak szybko da się z niej wyjąć pieniądze<

  • ABC(2016-08-31 12:36) Odpowiedz 143

    Pisi ekonomiści powinni użyć lusterka.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • Marcin(2016-08-31 16:10) Odpowiedz 131

    Prowadzę mikro firmę nie inwestuję ,bo pieniądze na inwestycje idą na podatek dochodowy z którego rząd utrzymuje inwestycje w firmach zagranicznych, które tego podatku nie płacą, a na banki nie chce mi się zapierdalać.

  • Alek(2016-08-31 18:15) Odpowiedz 132

    Moj profesor-promotor powtarzal to jak mantre: "ekonomia to nauka naczyn polaczonych". Co sie przeklada na to, ze nie mozna narobic ***** w jednym rogu pokoju i oczekiwac, zeby w drugim pachnialo wiosna. Jak ktos mysli, ze awantury polityczne to jedno a gospodarka to juz zupelnie inna polka to sie grubo myli. Obecnej wladzy oprocz wiedzy brakuje jeszcze wyobrazni.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • kaganek cywilizacji(2016-08-31 10:07) Odpowiedz 116

    Tyle teorii spiskowych a nikomu do głowy nie wpadnie że to zwyczajny cykl koniekturalny. Inwestycje był na fali wznoszącej od II.połowy 2013 kiedyś ten trend musiał się skończyć ( i tak długo trwał). Powody do zmartwień będą wtedy kiedy za rok/dwa inwestycje prywatne nadal będą na niskim poziomie a pisowcy z powodu nieudolności nie odpalą przetargów na inwestycje infrastrukturalne.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • Toja(2016-09-01 00:16) Odpowiedz 50

    Odpowiedź daje nam rząd niemiecki zalecając obywatelom robienie zapasów, Polacy też tego słuchają. To logiczne że gdy robimy zapasy to nie robimy żadnych inwestycji.

  • Alek(2016-08-31 18:04) Odpowiedz 41

    PiS doszedl do wladzy - zagadka rozwiazana!

  • piotr34(2016-08-31 15:54) Odpowiedz 26

    NO i co z tego skoro budzet nie slabenie a rynek pracy coraz lepiej?PKB to tylko wskaznik a nie swieta krowa.

  • ryko(2016-09-01 14:48) Odpowiedz 00

    Być może to cykl koniunktury ale być może #dobrazmiana :D Autor pisze o zaobserwowanym mocnym spadku inwestycji samorządów. I to akurat mnie cieszy. Bo wolę aby samorządy nie wydawały byle jak i byle gdzie NASZYCH pieniędzy (pobierając x% haracz) - tak jak np. w Hiszpanii budowano nikomu niepotrzebne autostrady. Oczywiście inwestycje wydane na nikomu niepotrzebne "słomiane" inwestycje chwilowo podnoszą wspaźniki, zwiększają wpływy podatkowe itp itd. Jednak całościowo i długofalowo to STRATA i zmarnowane pieniądze. Cieszmy się bo zwiększą się dostępne środki i zmaleje zadłużenie. I to jest ten pozytywny KONKRET (każda rzecz na parę punktów widzenia).

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecamy

Wiadomości branżowe

Tylko na Forsal.pl

Infografiki, wykresy, mapy

Opinie

Najnowsze galerie>>

wszystkie »

Finansopedia forsal.pl

popularnenajnowsze