Morawiecki: widmo kryzysu energetycznego testem dla Unii Europejskiej

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
22 października 2021, 16:36
Poland's,Prime,Minister,Mateusz,Morawiecki,During,A,Press,Conference,On
<p>Mateusz Morawiecki</p>/Shutterstock
Widmo kryzysu energetycznego to test dla Unii Europejskiej, czy stoi po stronie zwykłych obywateli czy giełdowych spekulantów oraz agresywnie pogrywającego sobie Gazpromu - uważa premier Mateusz Morawiecki.

"Ceny energii w całej Unii w ostatnich tygodniach idą w górę w ekspresowym tempie. Skutki odczuwa przemysł, ale też zwykli obywatele. To nie jest kwestia przejściowych wahań na rynku, ale sprawa o charakterze strategicznym, która zadecyduje o przyszłości następnych pokoleń" - ocenił Morawiecki w opublikowanym w piątek podcaście.

Zdaniem szefa rządu "nie powinniśmy pytać, czy transformacja energetyczna jest potrzebna, ale powinniśmy pytać, jaka transformacja energetyczna jest potrzebna".

"To musi być transformacja sprawiedliwa i solidarna, a nie taka, której koszty zostaną przerzucone na słabszych" - stwierdził. Zauważył, że obecnie "ceny, zwłaszcza na rynkach gazu, dosłownie szaleją".

W ocenie premiera, zgoda na budowę Nord Stream 2, bierna postawa Unii w tej sprawie, dają Gazpromowi, Rosji gigantyczne przewagi konkurencyjne. Zdaniem Morawieckiego "Rosja wykorzystuje gaz, jako narzędzie politycznego nacisku".

"Musimy dostosować unijną politykę klimatyczną do możliwości wszystkich państw, a nie do oczekiwań tych najbogatszych" - wskazał premier, który od czwartku przebywa na dwudniowym szczycie UE w Brukseli, podczas którego unijni liderzy rozmawiają m.in. o rosnących cenach energii, praworządności, migracji i handlu.

Jak powiedział szef rządu w podcaście, "po pierwsze Unia powinna wprowadzić maksymalne stawki za emisję CO2, na jakiś czas przynajmniej". Zdaniem Morawieckiego to one w dużej mierze napędzają inflację na rynkach energetycznych.

"Po drugie, wspólnota powinna wycofać się z nowego systemy ETS dla budownictwa i transportu, bo po jego wprowadzeniu, ceny energii ponownie wystrzelą w górę, a to odczuje w swoich portfelach większość mieszkańców Unii" - tłumaczył premier.

Jak dodał, jedna z polskiej propozycji zakłada, aby państwa członkowskie zdefiniowały swoje minimalne poziomy produkcji energii elektrycznej, które pozwolą utrzymać bezpieczeństwo sieci przesyłowej.

"Od blisko dwóch tygodni wciąż mówimy o demokracji i praworządności. Widmo kryzysu energetycznego, to test dla Unii, czy stoi po stronie zwykłych obywateli czy giełdowych spekulantów oraz agresywnie pogrywającego sobie Gazpromu" - powiedział.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj