Zbiory pszenicy w Wielkiej Brytanii (3)

Zbiory pszenicy w Wielkiej Brytanii (3)

źródło: Bloomberg / Simon Dawson

Rolnictwo to dziś prawdziwa lokomotywa ciągnąca ledwie zipiącą gospodarkę Ukrainy. Przypada na nie niemal 1/3 ukraińskiego eksportu i kiedy kolejne sektory gospodarki zmniejszają produkcję, ten wykazał w 2014 roku 5-proc. wzrost. Zgodnie z opublikowanymi w czerwcu prognozami Ministerstwa Rolnictwa eksport ziarna z Ukrainy ma 2015/2016 (lipiec – lipiec) sięgnąć 33 mln t i przynieść 7,3 mld dol. przychodu (o 800 mln dol. więcej niż w poprzednim okresie rozrachunkowym).

Na podbój nowych rynków

W galopującym tempie rośnie eksport ukraińskiej produkcji rolnej na rynek Unii Europejskiej. Jak podało pod koniec maja ukraińskie Ministerstwo Rolnictwa, w I kwartale 2015 r. wpływy z eksportu na teren UE sięgnęły 1 mld dol. – tyle ile w całym roku 2005.

Ukraina jest tradycyjnie jednym z kluczowych dostawców ziarna dla krajów regionu śródziemnomorskiego – Hiszpanii, Włoch, Maroka, Egiptu i Tunezji. Ministerstwo chce jeszcze zwiększyć obecność na tym rynku.

– Zrobimy wszystko, co możliwe, żeby ukraińscy producenci zdołali wykorzystać otwierające się możliwości. Ukraina zrobi jeszcze jeden ważny krok w stronę dominacji na rynku produkcji rolnej w tym regionie i wzmocni swoją rolę w globalnym systemie bezpieczeństwa żywnościowego – zapewniała Władysława Rutycka, wiceszefowa resortu, podsumowując wyniki międzynarodowego forum dotyczącego zaopatrzenia regionu Morza Śródziemnego w żywność, które odbyło się na początku maja w Barcelonie.

Ukraińskie rolnictwo poczyna sobie śmiało także w Chinach. Jak poinformował pod koniec czerwca minister rolnictwa Ołeksyj Pawlenko, w ciągu pierwszych pięciu miesięcy 2015 roku eksport branży do Państwa Środka sięgnął 645 mln dol. i był aż o 56 proc. wyższy niż w analogicznym okresie roku 2014. Jeśli ta tendencja się utrzyma, to do końca roku eksport do tego kraju może przynieść nawet 1,5 mld dol.

Wyniki finansowe rolnictwa wcale jednak nie nastrajają tak optymistycznie, jak mogłoby się wydawać. Wszystkiemu winien spadek cen na światowych rynkach. W 2013 r. za 1 t kukurydzy ukraińscy rolnicy mogli otrzymać 300 dol., teraz zaledwie około 170 dol.

Zdaniem specjalistów ukraińskich producentów rolnych czekają w dodatku spore kłopoty ze zwiększaniem przychodów. W tradycyjnych sektorach osiągają już bowiem pułap możliwości, a nie bardzo można liczyć na zwiększanie eksportu ziarna – na potrzeby rynku wewnętrznego zawsze trzeba będzie zostawić około 23 mln t zbóż. W najbardziej dochodowym segmencie – produkcji oleju słonecznikowego – limit został już wyczerpany. Ukraina eksportuje już 99 proc. Gotowego produktu, przed rokiem było to 88 proc. Na rynek wewnętrzny trafia już właściwie tylko towar wytwarzany w chałupniczych warunkach przez drobnych producentów, którzy po prostu nie mają szans na zawarcie kontraktów eksportowych.

>>> Czytaj też: Ukraiński system finansowy w rozsypce. Nikt nie ufa bankom

Pozytywy deregulacji

Ogłoszona na początku roku przez rząd pierwsza fala deregulacji biznesu dotarła także do rolnictwa.

– Znieśliśmy konieczność uzyskiwania przez producentów 20 licencji i zezwoleń, została uproszczona procedura rejestracji umów dzierżawy ziemi, wzmocniliśmy obronę praw inwestorów. To konkretne kroki poprawiające klimat inwestycyjny w sektorze rolnym. Oczekiwany efekt to ponad 400 mln dol. oszczędności ze strony producentów – zachwala Ołeksyj Pawlenko.

Ma sporo racji: uzyskanie dowolnego papierka w ukraińskich warunkach to okazja do wymuszenia łapówki przez wystawiającego go urzędnika, a wśród zlikwidowanych wymogów były tak absurdalne, jak np. pozwalająca skutecznie blokować realizację dostaw konieczność uzyskiwania certyfikatu na transport każdej partii produktu na terenie kraju. Kto chciał dostarczyć zakontraktowane ziarno do odbiorcy, miał do wyboru: albo zapłacić łapówkę, albo czekać tygodniami i płacić kary za przestój wypełnionych nim wagonów.

Rząd zapowiada dalsze poluzowanie biurokratycznego gorsetu. Zlikwidowanych ma zostać jeszcze około setki wymaganych dziś zezwoleń, co ma pozwolić producentom na nieco oddechu od biurokracji i związane z nią korupcji. Problem tylko w tym, że zmiany – choć idą w dobrym kierunku – dotyczą głównie wielkich producentów, dysponujących tysiącami hektarów ziemi agroholdingów. Drobni rolnicy w dalszym ciągu pozostają na uboczu zainteresowania władz.

>>> Czytaj też: Goldman Sachs: Ukraina będzie w lipcu bankrutem

Bez finansów ani rusz

Ministerstwo Rolnictwa nie ukrywa, że chciałoby, żeby to właśnie ten sektor stał się okrętem flagowym ukraińskiej gospodarki. Zapowiada doprowadzenie produkcji zbóż do poziomu 100 mln t. Niezależni eksperci są w swoich szacunkach ostrożniejsi – według nich Ukraina ze swoimi zasobami czarnoziemu mogłaby wytwarzać do 80 mln t ziarna rocznie, jednak na razie zbiory są zdecydowanie niższe. Według szacunków rządowego centrum hydrometeorologicznego w 2015 roku mogą sięgnąć 59,5–60 mln t. By zwiększyć plony, konieczne są inwestycje, czyli pieniądze. Ogromne. By w pełni wykorzystać potencjał gleby i klimatu, zaniedbane i traktowane powszechnie jako maszynka do wyciskania pieniędzy rolnictwo trzeba by doinwestować niebotyczną kwotą 50– 80mld dol.

Eksperci zwracają uwagę na niekorzystną tendencję – główne pozycje w ukraińskim eksporcie rolnym to nieprzetworzone ziarno pszenicy i kukurydzy oraz olej słonecznikowy a to w perspektywie długookresowej ograniczyć może konkurencyjność ukraińskiego rolnictwa na światowych rynkach. Do zmiany tendencji konieczne byłyby inwestycje w przemysł przetwórczy.

Żeby umożliwić racjonalne sterowanie dostawami zboża na światowe rynki konieczne jest zwiększenie istniejącego zaplecza logistycznego i magazynowego. Dziś ukraińskie rolnictwo dysponuje elewatorami o łącznej zdolności magazynowej 30 mln ton. Według ocen Banku Światowego już teraz, bez zwiększania wydajności niedobór pojemności elewatorów to aż 6,4 mln ton. Żeby wybudować odpowiednią ilość magazynów potrzeba przeszło 2,7 mld dolarów.

Rząd dusi podatkami

Tymczasem rolnictwo, które odgrywa niebagatelną rolę w ukraińskim bilansie płatniczym, nie tylko nie może liczyć na finansowe wsparcie ze strony rządu, lecz faktycznie jest przezeń zarzynane. Według wyliczeń ukraińskiego Instytutu Agrarnej Polityki kolejne decyzje władz doprowadziły do tego, że obciążenia fiskalne na 1 ha gruntu wzrosły w ciągu ostatniego roku dwudziestokrotnie – z 6 do 120 hrywien. Wyciśnięte do ostatnich możliwości rolnictwo ma dać w ten sposób dodatkowe 2,3 mld hrywien wpływów do budżetu, równocześnie jednak tracąc jakiekolwiek szanse na rozwój. Wobec katastrofalnej sytuacji budżetu wstrzymano bowiem państwowe programy wsparcia dla sektora, a znalezienie inwestorów chcących wyłożyć pieniądze w sytuacji wojny i szalejącej korupcji graniczy z cudem.

Jakby tego było mało, eksperci rynku rolnego zwracają uwagę na nieracjonalność działań Ministerstwa Rolnictwa, które – mając problemy z oszacowaniem wielkości tegorocznych zbiorów metodami administracyjnymi – hamowało eksport ziarna. W efekcie Ukraina dysponuje gigantycznymi zapasami (12 mln to), jakie wystarczają na pokrycie półrocznych potrzeb własnych kraju. To zaś w połączeniu z mizerną bazą magazynową oznacza z kolei, że producenci rolni będą zmuszeni wyprzedawać tegoroczne zbiory po niskich cenach, byle tylko się one nie zmarnowały.

Niewykluczone, że ukraińskie rolnictwo czeka w dodatku również wstrzymanie wsparcia ze strony międzynarodowych instytucji finansowych. Jak doniosły tamtejsze media, delegacja Banku Światowego, która przyjechała skontrolować sposób wydawania środków wsparcia programów rolnych, była zszokowana skalą grabieży systemów nawadniania pól na południu kraju. Specjalistyczne oprzyrządowanie zakupione w poprzednich latach z funduszy Banku Światowego zostało rozkradzione.

– Najbardziej zaskakujące dla nas było to, że w wielu regionach, które odwiedziliśmy, zetknęliśmy się z problemem braku albo otwarcie mówiąc, rozgrabienia systemu nawadniania i jego infrastruktury. Została po prostu wykopana z ziemi – relacjonował jeden z urzędników Banku Światowego.

A bez nawadniania nie tylko o zwiększaniu wydajności, lecz nawet o utrzymaniu stanu obecnego nie ma co marzyć.

Biorąc pod uwagę, że priorytetem ekipy rządzącej w Kijowie jest maksymalne drenowanie gospodarki z pieniądza i łatanie nim dziur w budżecie, ukraińskie rolnictwo przed zapaścią, jaka ogarnęła inne sektory gospodarki, może uratować chyba tylko cud.