Odmowa mandatu zamiast kolejnych punktów
Czy można uniknąć natychmiastowego "dobicia" punktów karnych? Jak opisywał bezprawnik.pl, niektórzy kierowcy decydują się na rozwiązanie, które formalnie jest zgodne z prawem. Po prostu odmawiają przyjęcia mandatu i kierują sprawę do sądu.
W takiej sytuacji punkty karne nie są dopisywane automatycznie. Trafiają na konto kierowcy dopiero wtedy, gdy zapadnie prawomocny wyrok i sąd uzna jego winę. Co więcej, istnieje również możliwość cofnięcia zgody na mandat już po jego przyjęciu – kierowca ma na to siedem dni.
Punkty trafiają do "poczekalni"
Standardowa procedura jest prosta – przyjęcie mandatu oznacza natychmiastowe wpisanie punktów do ewidencji. Odmowa zmienia jednak sposób działania systemu.
Punkty karne nie znikają, ale pozostają niejako w zawieszeniu do czasu zakończenia postępowania. Dopóki nie zapadnie prawomocny wyrok, nie są uwzględniane przy ocenie aktualnego stanu konta kierowcy. Dla osób, które znajdują się tuż przy granicy 24 punktów, może to mieć ogromne znaczenie.
Czas działa na korzyść kierowcy?
Stan zawieszenia punktów może trwać zaskakująco długo. Jak zauważa bezprawnik.pl, w praktyce postępowania sądowe potrafią ciągnąć się miesiącami, a w niektórych przypadkach nawet latami. Wszystko zależy od stopnia skomplikowania sprawy i obciążenia konkretnego sądu.
To właśnie tutaj pojawia się potencjalna korzyść. W czasie oczekiwania na prawomocny wyrok wcześniej naliczone punkty mogą wygasnąć. Zgodnie z obowiązującymi przepisami dzieje się to po upływie 12 miesięcy od zapłacenia grzywny.
Kurs redukujący punkty? Od czerwca obowiązują nowe zasady
Zyskany w ten sposób czas można było dotychczas wykorzystać również na odbycie specjalnego szkolenia w wojewódzkim ośrodku ruchu drogowego. Kurs, z którego można skorzystać raz na sześć miesięcy, pozwala zmniejszyć liczbę punktów o sześć.
Ale co ważne, od niedawna, dokładnie od 3 czerwca tego roku, zasady stały się znacznie bardziej rygorystyczne. Nowe przepisy przewidują, że nie wszystkie punkty karne można już zredukować podczas szkolenia. Z możliwości tej wyłączono najpoważniejsze wykroczenia drogowe, takie jak między innymi znaczne przekroczenie dopuszczalnej prędkości, niebezpieczne wyprzedzanie czy rażące naruszenia bezpieczeństwa pieszych.
Oznacza to, że choć kursy nadal funkcjonują, nie są już uniwersalnym sposobem na zmniejszenie liczby punktów. Kierowcy, którzy dopuścili się najpoważniejszych naruszeń przepisów, nie odzyskają dzięki nim tak łatwo bezpiecznego marginesu przed przekroczeniem limitu.
Strategia nadal działa, ale nie daje już takich możliwości
Jak podkreśla bezprawnik.pl, przewlekłość postępowań sądowych w Polsce wciąż może okazać się korzystna dla kierowców łamiących przepisy. Zanim zapadnie prawomocny wyrok, część wcześniej naliczonych punktów może wygasnąć.
Jeszcze do niedawna dodatkowym zabezpieczeniem było odbycie kursu redukującego punkty. Po zmianach obowiązujących od czerwca, taka strategia nie zawsze będzie jednak skuteczna, ponieważ część punktów pozostanie na koncie kierowcy niezależnie od ukończonego szkolenia.
W praktyce oznacza to, że "gra na czas" nadal może odsunąć w czasie przekroczenie limitu punktów, ale możliwości jego późniejszego zmniejszenia są dziś znacznie bardziej ograniczone.
"No nie tak to działa"
– Do sądu trafia wniosek o ukaranie kierowcy. Można by wywnioskować, że mandat i co najwyżej nałożone w drodze mandatu karnego, na przykład 1000 zł, zostanie najwyżej odblokowane po kilku latach. No nie tak to działa – tłumaczy były policjant drogówki.
Z chwilą odmowy przyjęcia mandatu karnego, do czego każdy ma prawo, do sądu kierowany jest wniosek o ukaranie kierowcy – podkreśla. Dodaje, że oprócz grzywny określonej przez sąd, która w praktyce często jest wyższa niż mandat proponowany przez policję, dochodzą również koszty postępowania sądowego. Mogą one sięgać nawet kilku tysięcy złotych, zwłaszcza jeśli w sprawie powołano jednego lub kilku biegłych.
Nie każde postępowanie trwa latami
Były policjant zwraca również uwagę, że przekonanie o wieloletnich postępowaniach sądowych nie zawsze odpowiada rzeczywistości.
– Nie każdy kierowca mieszka w dużym mieście, gdzie postępowanie toczy się latami. W miastach powiatowych, a właśnie w takim mieszkam i tam pełniłem służbę, to maksymalnie kilka miesięcy. W skomplikowanych sprawach przy udziale biegłych sądowych i konieczności wykonania dodatkowych czynności może się to wydłużyć. Ale zwykłe wykroczenia, jakimi najczęściej jest przekroczenie dozwolonej prędkości jazdy czy korzystanie z telefonu podczas jazdy, to idzie błyskawicznie, bo to banalnie proste sprawy – konkluduje były policjant drogówki.
Absolwentka politologii i dziennikarstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim, także PR-owiec. Przez blisko dziesięć lat jej pasją było radio, gdzie prowadziła audycje i robiła reportaże, ostatecznie zwyciężyła magia mediów internetowych. Bliskie są jej tematy związane z rynkiem pracy i przedsiębiorczością. Lubi rozmawiać z ludźmi i opisywać ich historie, także te biznesowe, prowadzące do sukcesu. Prywatnie wielbicielka psów i kotów, górskich wędrówek, jazdy na nartach i podróży w miejsca nieoczywiste.
