Dymitr Książek o ofiarach ze Smoleńska: Kiedy ciało zjeżdżało do piwnic, stawało się bezpańskie

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
8 czerwca 2017, 20:30
Katastrofa Smoleńsk wrak
Katastrofa Smoleńsk wrak/Creative Commons
"Musieli wiedzieć, że trumny zostaną zaspawane, a rodziny ze względów sanitarnych nie będą mogły trumien otwierać w Polsce. Rodziny były przekonane, że ciała będą poubierane', mówi w rozmowie z Magdaleną Rigamonti Dymitr Książek, były lekarz Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, który pracował w Moskwie przy identyfikacji ciał ofiar katastrofy smoleńskiej.

Zjeżdżało windą do piwnic prosektorium, tam, gdzie znajdowały się chłodnie i gdzie – jak się szybko przekonałem – pracowali pakowacze. Trzech facetów, typków takich. Już to pani wtedy mówiłem, jedli kanapki i coś pili. Odpoczywali chyba, mieli chwilę przerwy.

Bo ich widziałem. Poszedłem tam na dół z Kopacz. Kiedy ciało zjeżdżało do tych piwnic, stawało się bezpańskie. Myślę, że to właśnie tam doszło do zamian ciał, do pomieszania szczątków.

Oczywiście, że nie. Na dole były chłodnie, chyba czterokondygnacyjne. Czysto, schludnie. Oni, pakowacze, musieli dorzucać te inne części. Później najprawdopodobniej dorzucali też te małe nieidentyfikowalne. Pakowali to wszystko w czarne worki, obwiązywali sznurami, wsadzali do trumny i trumna wyjeżdżała na górę. I tam na dole żadnego z naszych oficjeli nie było.

Tylko przechodziła obok tych pakowaczy. Patomorfolodzy rosyjscy poprosili, żeby zeszła na dół przyjrzeć się pięciu ciałom najbardziej zniszczonym, czy może kogoś jej przypominają. Tu kępka włosów, tu noga. Mam to wszystko przed oczami. Nie jest to widok, który powszednieje. Dzięki Kopacz udało się zidentyfikować te ciała. Wróciliśmy na górę. I wiem, że tych pakowaczy nikt nie pilnował, nikt nie sprawdzał. Im najwyraźniej było wszystko jedno, co pakują do worów i do trumien. Ładowali ile się zmieściło. Musieli mieć na to przyzwolenie, wiedzieć, że trumny zostaną zaspawane, a rodziny będą wiedzieć, że ze względów sanitarnych nie będą mogły trumien otwierać w Polsce. Rodziny były przekonane, że ciała będą poubierane do trumien, a okazało się te ubrania zostały położone na te wory.

Tak, przed zespawaniem. Już to pani mówiłem, ale Rosjanie mieli problem z tym, by rodziny wkładały do trumien święte obrazki czy różańce. To było bardzo dziwne. Pamiętam tylko, że ciało pani prezydentowej Kaczyńskiej było ubrane w garsonkę i perły i że nie było zapakowane do worka. I jeszcze to, co pani powiedziałem wtedy, a co potem było cytowane wiele razy i przedstawiane jako przykład mojego brutalizmu.

>>> Polecamy: O losie samolotów dla VIP-ów zdecyduje sąd. MON ma już apetyt na kolejne

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj