Ekonomiści czekają na większy deficyt budżetowy

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
15 maja 2009, 18:49
Premier Donald Tusk
Co z większym deficytem?/DGP
Podniesienie tegorocznego deficytu budżetowego będzie konieczne - uważają ekonomiści pytani przez PAP. To komentarz do słów premiera Donalda Tuska, który uznał w piątek, że trudno będzie utrzymać deficyt na zaplanowanym w ustawie budżetowej na 2009 r. poziomie 18,2 mld zł.

Zgodnie z przedstawionymi przez resort finansów szacunkowymi danymi, deficyt po kwietniu wyniósł 15,3 mld zł. To 84,3 proc. z tegorocznych planów, ale mniej o 700 mln zł od założeń z harmonogramu dochodów i wydatków budżetu państwa planowanych w 2009 r.

Były minister finansów, ekonomista z PAN, prof. Jerzy Osiatyński uważa, że podniesienie deficytu jest koniecznością. Jego zdaniem planowane przez MF zwiększanie oszczędności będzie oznaczało zmniejszenie wpływów podatkowych i zwiększenie wydatków.

"Jak rząd ogranicza wydatki, to tym samym ogranicza się produkcję i zatrudnienie w przedsiębiorstwach, które sprzedawały dla państwa. W efekcie zmniejszają się wpływy z podatków od dochodów ludności i z podatku od zysków firm, a także z VAT. Poza tym trzeba wypłacać dodatkowe zasiłki dla bezrobotnych" - wyjaśnił Osiatyński.

Zdaniem ekonomisty nie należy przywiązywać większej wagi do szacunkowych danych MF dotyczących wykonania budżetu po kwietniu 2009 r. "To nie ma znaczenia. Mamy informacje, że coś jest powyżej albo poniżej, a potem okazuje się, że zostało niedoszacowane (...) Byłbym bardzo ostrożny z przyjmowaniem na wiarę jakichkolwiek wielkości, które są podawane przez resort finansów" - powiedział.

Z kolei ekonomista SGH Ryszard Petru jest zdania, że rząd będzie musiał wykonać kilka posunięć jednocześnie. Konieczne będą zarówno oszczędności, jak i podwyżka podatków, np. akcyzy, a także maksymalizacja dywidend ze spółek skarbu państwa oraz podniesienie deficytu o kilka miliardów złotych.

"Chodzi o to, aby deficyt nie wzrósł o ponad 20 mld zł, tylko o kilka miliardów. Wyższy deficyt dziś, to wyższe podatki jutro i problemy również w 2010 roku" - uważa. "Nie sądzę, by deficyt wzrósł o więcej niż 4-5 mld złotych" - dodał.

Jego zdaniem wyższy deficyt byłby niebezpieczny, ponieważ państwo musiałoby wyemitować więcej obligacji do jego sfinansowania. Banki, zamiast kredytować gospodarkę, kupowałby papiery skarbowe.

Według Petru, wniosek jest taki, że "w latach tłustych deficyt powinien wynieść zero, a w latach złych 2-3 proc. PKB", tymczasem w Polsce "lata tłuste" zostały zmarnowane.

Odnosząc się do piątkowych danych MF, ekonomista powiedział, że "nie są one katastroficzne, ale ewidentnie nie starczy pieniędzy do końca roku".

Według premiera Tuska wzrost deficytu jest ostatnią rzeczą, której byśmy pragnęli. "Widać wyraźnie, że trudno będzie utrzymać deficyt na tak niskim poziomie jak chcieliśmy. Deficyt rośnie w całej Europie, bez woli rządów. Nasza wstrzemięźliwość, a równocześnie przygotowanie do ewentualnej noweli, czyli szukanie oszczędności wiele miesięcy temu były bardzo uzasadnione i bardzo odpowiedzialne" - powiedział Tusk.

Wyraził nadzieję, "bliską pewności", że ewentualne oszczędności, które trzeba będzie zaproponować w czerwcu, będą wyraźnie niższe niż w większości państw Europy". 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj