Balcerowicz: Minister Rostowski musi mieć promesę prezydenta do wprowadzenia reform finansów

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
4 marca 2010, 09:00
Plan ministra Jacka Rostowskiego jest niewystarczający, ale konieczna jest prezydencka promesa niewetowania - mówi w wywiadzie dla Dziennika Gazety Prawnej Leszek Balcerowicz, ekonomista, były wieloletni minister finansów.

ROZMOWA

GRZEGORZ OSIECKI: Czy jako minister poszedłby pan do prezydenta z zapowiedziami reform, jak zrobił to Jacek Rostowski?

LESZEK BALCEROWICZ*: Każdy dobry minister finansów stara się rozszerzać pole manewru dla rzeczy potrzebnych krajowi. A Polska potrzebuje jak najszybszego rozpoczęcia uzdrowienia finansów publicznych, tak abyśmy nie stracili tej pozycji, jaką mamy – kraju, który przoduje w Europie w tempie wzrostu gospodarczego.

Gdyby był pan prezydentem, tak by pan odpowiedział?

Tu nie chodzi o komentowanie doraźnych reakcji. Chodzi o rzecz poważniejszą: by Polska nie traciła cennego czasu dla redukowania ryzyka zagrożenia dla naszego wzrostu gospodarczego i stabilności finansowej tylko dlatego, że mamy w tym roku wybory prezydenckie, a za rok parlamentarne. Polska potrzebuje częściowego rozbrojenia politycznego w imię ważnych interesów kraju.

Ale jak to miałoby wyglądać?

Z jednej strony koalicja rządząca powinna proponować szerszy program uzdrowienia finansów publicznych, ale z drugiej prezydent powinien zmienić swoje postępowanie i nie wetować. Bo dotychczasowa praktyka była taka, że sporo ważnych dla Polski ustaw padało niestety ofiarą weta. Trudno się więc dziwić rządowi, że nie proponuje szerszego programu uzdrowienia finansów publicznych, którego Polska potrzebuje. Czyli dobre rozwiązanie polega na tym, że prezydent dałby choć promesę niewetowania. Nie sądzę, by to było wielkie poświęcenie z jego strony. Nierobienia rzeczy, które szkodzą krajowi, nie należy traktować jako poświęcenia.

Narodowa Rada Rozwoju dyskutowała o tych propozycjach.

Nie odnoszę się do niej, bo tam nie byłem. Odnoszę się do tego, co każdy może obserwować przez dwa lata. Polska potrzebuje więcej refom, niż do tej pory zrobiono. Potrzebuje tego w imię wzrostu i bezpieczeństwa gospodarczego. Dlatego potrzeba, by prezydent zdjął nogę z hamulca. I dodam jeszcze jedno: jeśli ktoś godzi się zostać członkiem prezydenckiej rady, to chyba po to, by mu to powiedzieć, a nie być dekoracją.

Tylko jak wypracować punkt wspólny między rządem a prezydentem? W wielu sprawach poglądy są kompletnie różne.

Odpowiedź jest jedna. Presja opinii publicznej na tych, którzy do tej pory blokowali.

Ale rząd też nie spieszył się z przedstawieniem dużego programu reform.

Staram się oceniać po faktach, a nie spekulacjach. A najważniejsza reforma tego rządu, czyli ograniczenie przywilejów emerytalnych, była przedmiotem weta prezydenta. To wystarczający powód, by zwracać się do niego, żeby w interesie Polski zdjął nogę z hamulca. Na pewno przedstawiony przez ministra Rostowskiego pakiet jest ważny, ale niewystarczający.

Czytaj więcej: Balcerowicz: Prezydent to hamulcowy

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj