W pierwszym powakacyjnym miesiącu dobrze miała się również sprzedaż kredytów konsumpcyjnych.
Jak wynika z danych NBP, należności i zobowiązania monetarnych instytucji finansowych złotowe zadłużenie gospodarstw domowych na nieruchomości powiększyło się w minionym miesiącu o ponad 2,6 mld zł. Z równie dużym zapałem zakupy nieruchomości na kredyt Polacy robili równo dwa lata temu (wówczas we wrześniu kredytów złotowych na nieruchomości przybyło prawie 2,5 mld zł, do tego doszło jeszcze kilkaset milionów zł kredytów walutowych, głównie w euro). Tak wysokich zmian zadłużenia na nieruchomości nie było nawet w zeszłym roku, gdy sprzedaż nakręcał dobiegający końca program Rodzina na Swoim.
Wyższa sprzedaż to m.in. efekt odreagowania po bardzo słabym pierwszym półroczu, ale są też inne powody - przede wszystkim niskie stopy procentowe. Dzięki niskiemu oprocentowaniu raty kredytów nierzadko zrównały się z opłatą za wynajem mieszkania. Dla wielu nabywców jest to poważny argument przemawiający za przeprowadzką na swoje, tym bardziej, że liczą na utrzymanie się niskich rat przez kolejnych kilkanaście miesięcy.
>>> Czytaj też: Ranking kredytów hipotecznych - październik 2013
Banki odczuwają także napływ klientów chcących zdążyć przed wejściem w życie znowelizowanej rekomendacji S. Nowe zalecenia Komisji Nadzoru Finansowego uniemożliwiają zaciąganie kredytu bez wkładu własnego. Od przyszłego roku konieczne będzie posiadanie przez klienta co najmniej 5 proc. wartości kredytowanej nieruchomości. Choć wymagania nie wydają się wygórowane, to jednak gdy do wkładu własnego dołoży się koszty transakcyjne oraz wykończenia mieszkania, powstają spore sumy. W przypadku lokalu z rynku wtórnego opłaty transakcyjne wynoszą około 3 proc. wartości nieruchomości (2 proc. podatku od czynności cywilnoprawnych oraz opłata dla notariusza). Jeśli dojdzie prowizja dla agencji nieruchomości koszty mogą zbliżyć się do 6 proc., nie wspominając o wydatkach na odświeżenie lokum. W przypadku nowych mieszkań, nie ma podatku PCC, ale poza opłatą dla notariusza trzeba też mieć pieniądze na wykończenie i wyposażenie, a tu już w grę wchodzą kwoty około 1-1,5 tys. zł na każdym metr kw. mieszkania w stanie deweloperskim. Efekt? Przybywa osób, które po przeliczeniu czekających je wydatków nie chcą brać kredytu z wkładem własnym.
Do banków coraz czściej zaglądają także osoby, które do tej pory zwlekały z ostateczną decyzją. Do działania mobilizuje je zwiększony ruch na rynku.
Na wysokim poziomie utrzymuje się sprzedaż kredytów konsumpcyjnych. Wrzesień był trzecim miesiącem z kolei, w którym złotowe zadłużenie gospodarstw domowych z tego tytułu wzrosło o ok. 1 mld zł. Wprawdzie statystyki NBP pokazują skok o ponad 2,9 mld zł, ale analitycy banku centralnego zastrzegli, że: „ok. 2 mld zł z tej kwoty było wynikiem zakupu przez jeden z banków pakietu wierzytelności od podmiotu spoza sektora bankowego”. Wszystko wskazuje na to, że hiszpański Santander przeniósł do swojego banku, pulę kredytów sprzedanych wcześniej poprzez firmę pożyczkową. Nawet po uwzględnieniu tej operacji widać, że trwa ożywienie na rynku finansowania konsumpcji, choć nie ma pewności czy rozkłada się ono równomiernie na wszystkich klientów.
Jak zauważyli ostatnio przedstawiciele Biura Informacji Kredytowej w I połowie roku o 6,6 proc. większa wartość udzielonych kredytów niż przed rokiem, nie przełożyła się na ich większą liczbę – ta spadła o 7,3 proc. (do ponad 2,7 mln sztuk). Tylko w II kwartale udzielono o 62,9 tys. (8,6 proc.) kredytów gotówkowych mniej niż rok wcześniej. Najszybciej ubywało kredytów drobnych, na kwoty poniżej 4 tys. zł. Było ich mniej aż o 15,8 proc., ale z drugiej strony o 22 proc. wzrosła liczba kredytów gotówkowych na kwoty powyżej 50 tys. zł. – podkreśla BIK.
Sytuacja od trzeciego kwartału mogła się jednak nieco zmienić. Po zliberalizowaniu zaleceń nadzoru finansowego dotyczących kredytów konsumpcyjnych, banki od sierpnia, a te które miały taką wolę już nieco wcześniej, mogły finansować konsumpcję na uproszczonych zasadach. Statystki BIK pokazują, że banki najpierw zaczęły otwierać się na bardziej zamożnych klientów, ale zapewne z czasem dotrą również do tych mniej zarabiających. Zgodnie z nowymi regułami klientom zaciągającym kredyty ratalne jak i mającym relacje z bankiem od minimum pół roku, mogą one obecnie pożyczać tylko na dowód, nie żądając zaświadczeń o dochodach. Jest to furtka nie tylko do prostszych procedur, lecz także dla osiągających dochody w szarej strefie, do tej pory skazanych na usługi firm pożyczkowych.
>>> Czytaj też: Nieruchomości w Europie: na północy wiosna, na południu zima
Od 2009 Analityk Gold Finance, ekspert w zakresie produktów bankowych
Od 2007 do 2009 Dziennik
Od 2000 do 2007 Gazeta Giełdy Parkiet, dział giełdowy
Od 1999 do 2000 Prawo i Gospodarka
Od 1998 do 1999 Gazeta Giełdy Parkiet
Od 1997 do 1998 Prawo i Gospodarka
Od 1994 do 1997 Gazeta Stołeczna, dodatek do Gazety Wyborczej
Halina Kochalska rozpoczęła studia w 1990 roku na wydziale Politologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, specjalność dziennikarstwo. Dyplom uzyskała już
na wydziale dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. W trakcie studiów współpracowała z krakowską redakcją Gazety Wyborczej, po zmianie uczelni
na Uniwersytet Warszawski została zatrudniona w redakcji Gazety Stołecznej. Od 1997 roku pisała artykuły o tematyce gospodarczej dla Prawa i Gospodarki. Specjalizowała się
w temacie prywatyzacji i spółek giełdowych. Doświadczenie w dziennikarstwie finansowym zdobywała w również Parkiecie, gdzie jako pierwsza kobieta została zatrudniona w dziale giełdowym. Z Gazetą Giełdy Parkiet była związana przez niemal 4 lata. Od 2007 jako dziennikarka finansowa Dziennika specjalizowała się w tematyce bankowości i produktów bankowych
W październiku 2009 roku Halina Kochalska dołączy do grona analityków Gold Finance jako ekspert w dziedzinie sektora bankowego oraz usług i produktów bankowych.
