Polska nie jest gotowa do wojny. Struktura dowodzenia armią jest zła

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
19 sierpnia 2014, 19:23
Przejazd wojskowych pojazdów kołowych i gąsienicowych podczas defilady w czasie obchodów święta Wojska Polskiego, 15 bm. Na warszawskie ulice wyruszyło ok. 1,2 tys. żołnierzy i 120 pojazdów. (rp/cat) PAP/Radek Pietruszka
Przejazd wojskowych pojazdów kołowych i gąsienicowych podczas defilady w czasie obchodów święta Wojska Polskiego, 15 bm. Na warszawskie ulice wyruszyło ok. 1,2 tys. żołnierzy i 120 pojazdów. (rp/cat) PAP/Radek Pietruszka /PAP
Przez 25 lat nie uporządkowaliśmy struktury dowodzenia armią polską na wypadek wojny. Taką opinię wyraził w PR24 Andrzej Walentek, ekspert ds obronności.

W obecnym systemie prawnym Polski nie ma funkcji głównodowodzącego wojskiem - dodał ekspert. W PRL, jak tłumaczył, role były jasno wytyczone. Chodzi o Dowództwo Frontu Polskiego, była to struktura zupełnie niezależna od armii, która funkcjonowała na co dzień. Należeli do niej najbardziej zdolni oficerowie, także kształceni w Związku Radzieckim.

I w momencie kiedy doszłoby do jakiejś konfrontacji wschód - Zachód z udziałem wojska Polskiego, ta wąska grupa była gotowa z godziny na godzinę objąć kluczowe stanowiska i dowodzić armią w czasie wojny. - mówił Andrzej Walentek. Teraz czegoś takiego nie mamy i jeszcze długa droga przed nami - dodał.

Zmiany są zapowiadane, ale na to potrzeba czasu. Podobnie jak na odbudowanie nowoczesności polskiej armii - powiedział z kolei Paweł Soloch z Instytutu Sobieskiego.

Dobrą informacją jest zapowiedź Prezydenta Komorowskiego zwiększenia wydatków na obronność z 1,95 do 2 proc. PKB, czyli o około 800 milionów zł. Równie ważne jest, tłumaczył w Polskim Radiu 24 Paweł Soloch, właściwe wyszkolenie żołnierzy.

Naszą bolączką jest brak rezerw mobilizacyjnych - stwierdził Paweł Soloch. Jesteśmy w stanie zmobilizować mało żołnierzy, którzy są już przeszkoleni i w razie czegoś znajdą się w jednostce i potrafią obsługiwać sprzęt, który się tam znajduje. Jest to klęska narodowych sił rezerwy. Miało być 20 tysięcy rezerwistów ale ich nie ma. Dodatkowo są rozproszeni po jednostkach - dodał ekspert.

Zdaniem Solocha najpierw trzeba zbudować właściwe struktury organizacyjne, czyli zadbać o odpowiednio przygotowanych i wyszkolonych ludzi. Dopiero do nich dopasowywać odpowiednie zakupy czołgów, samolotów, czy innego sprzętu wojskowego, który nowoczesnej armii jest bardzo potrzebny. 

>>> Czytaj także: Polska Grupa Zbrojeniowa ma zgodę na koncentrację. Przejmie 8 spółek

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: IAR
Tematy: wojsko
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj