Reforma finansowania mediów publicznych, która miała przynieść 2,5 mld zł, spaliła na panewce. Oficjalnie z powodu spodziewanego długiego oczekiwania na notyfikację w Brukseli, co uniemożliwiłoby wdrożenie zmian od nowego roku. Wiadomo jednak, że twórcy noweli od początku wiedzieli o takim obowiązku i wykorzystali go jako pretekst, by przerwać prace nad ustawą o opłacie audiowizualnej, bo budziła ona zbyt duże opory w społeczeństwie i w samym PiS.

To nie znaczy, że o pieniądzach na narodowe radio i telewizję zapomniano. Politycy bazują teraz na istniejącym prawie. I zamierzają łatać dziury w starym systemie. – Rozmawiamy z Pocztą Polską, której listonosze mogą dokonać aktualnego spisu gospodarstw domowych – zapowiada odpowiedzialny za reformę finansowania mediów publicznych wiceminister kultury Krzysztof Czabański. Po co ten spis, skoro wiadomo, że mamy ok. 13,5 mln gospodarstw w Polsce? – Po przetworzeniu danych będziemy mogli przypisać do gospodarstw konkretną osobę. To pozwoli imiennie dopingować do przestrzegania prawa. Taki list ma zupełnie inny wymiar. Zwłaszcza jeśli widnieje na nim pieczątka urzędu skarbowego – mówi Czabański.

Wiceminister zastrzega, że to dopiero wstępny pomysł. Kolejnym krokiem ma być nowela ustawy abonamentowej, która obecnie – jako podstawę do ściągania opłaty – bierze zarejestrowany odbiornik radiowy lub telewizyjny. Ten obowiązek może zostać zniesiony. – Dziś do odbioru programu służyć może nawet smartfon – tłumaczy Czabański. Pomysł jest więc taki, by przyjąć, że wszyscy właściciele gospodarstw domowych mają urządzenie do odbioru mediów. Czabański zastrzega, że szczegółowe rozwiązania będą jednak dopiero konsultowane.

Na razie wiadomo, że pieniędzy z abonamentu na TVP i Polskie Radio będzie coraz mniej. Tegoroczne wpływy mają wynieść 661 mln zł, o 89 mln mniej niż w 2015 r. A plany programowe obu medialnych spółek są napięte. Nie tylko z powodu aspiracji kierownictwa, ale i wydarzeń, które media narodowe muszą obsługiwać. Władze TVP i PR szukają więc różnych źródeł finansowania. W resortach, spółkach Skarbu Państwa i Sejmie. W lipcu przegłosowano nowelizację ustawy o komercjalizacji i prywatyzacji, która przewiduje możliwość dofinansowania TVP i PR kwotą do 30 mln z Funduszu Reprywatyzacji.

– Obie nasze państwowe spółki są doprowadzone na skraj bankructwa – uzasadniał Marek Suski. Opozycja pytała, „co ma piernik do wiatraka, co mają media do prywatyzacji”, ale w głosowaniu przegrała. Suski, mówiąc o bankructwie, grubo przesadził. TVP, jak wynika z naszych informacji, po pięciu miesiącach miała 51,1 mln zł zysku. Polskie Radio jest pod kreską, ale władze o przyszłość spółki są spokojne. – Liczymy, że abonament zostanie uszczelniony i zapowiedzi KRRiT o zmniejszonych wpływach z tego tytułu nie będą miały pokrycia w rzeczywistości. Cały czas na różne sposoby zdobywamy pieniądze. Wchodzimy w koprodukcje, otrzymaliśmy też dofinansowanie na Światowe Dni Młodzieży, które sięga 750 tys. zł – wylicza prezes Polskiego Radia Barbara Stanisławczyk. W podobnym tonie wypowiadają się przedstawiciele TVP.

– Bez zwiększenia wpływu środków abonamentowych będzie trudniej, ale na pewno sobie poradzimy. Utrata płynności nam nie grozi – mówi wiceprezes TVP Maciej Stanecki. I dodaje, że w razie problemów TVP od lat ma otwartą linię kredytową. Budżet TVP w tym roku znacząco powiększyły wydatki na zakup licencji piłkarskich. Obciążeniem były medialna obsługa szczytu NATO i ŚDM. Te ostatnie na kilka dni nie tylko zdominują ramówkę głównych anten, ale też będą się wiązać z dużymi nakładami i ograniczeniem budżetów reklamowych.

Z naszych informacji wynika, że TVP planuje ograniczyć w tym czasie emisję reklam. – Mszy i tego rodzaju uroczystości nie wypada przerywać reklamami – tłumaczyła przedstawicielka TVP członkom Rady Programowej TVP. Na obsługę medialną ŚDM TVP dostanie jednak dofinansowanie (9,65 mln zł), podobnie jak w przypadku szczytu NATO. Ile dołożył MON? Tego nie chcą ujawnić ani ministerstwo, ani spółka.

Spółki medialne twierdzą, że wdrażają restrukturyzację. W TVP połączone zostaną działy kreacji. W efekcie np. TVP 1 i TVP 2 nie będą już miały oddzielnych, ale jeden wspólny dział filmu i seriali. Nadzór nad całością będzie sprawować biuro koordynacji programowej. Stanecki zapowiada, że zmiany w strukturze nie oznaczają zwolnień. Te dotyczyć mają jedynie poziomu menedżerskiego, najbardziej kosztownego dla spółki.

Do budżetu dokładają się też państwowe spółki, jak PGNiG, który w tym roku został sponsorem Teatru Telewizji i „Pegaza”. Spółka współpracowała z TVP m.in. przy koncercie widowisku „Niezłomnym honor” oraz przy realizacji programów „Wschodnia flanka NATO”. – Ważna część dokumentu została poświęcona dostawom gazu LNG do Europy Środkowej i Wschodniej – tłumaczy rzecznik PGNiG Rafał Pazura. ©?

Byli prezesi TVP i Polskiego Radia bez absolutorium

Nowe władze TVP i PR twierdzą, że musiały weryfikować przygotowane przez poprzedników plany budżetowe na 2016 r. Okazało się też, że obie spółki są na minusie. W tegorocznym budżecie PR brakowało 39 mln zł. – Skonstruowano go na podstawie tekstu prasowego, w którym KRRiT przewidywała, że wpływy z abonamentu będą większe o 23 mln, niż były faktycznie (w budżecie zapisano 194 mln zł, a KRRiT przyznała PR w tym roku 171 mln zł – red.). Do tego doszła ustawa o VAT, od 1 stycznia mniej korzystna dla spółki, co razem dało dziurę w wysokości 39 mln zł. Udało się jednak uszczelnić przepływy środków finansowych, co pozwoliło zaoszczędzić ponad 30 mln zł – mówi Barbara Stanisławczyk.

Jej poprzednik Sławomir Siezieniewski twierdzi zaś, że zostawił spółkę z wynikiem 3,5 mln netto na plusie. Ani on, ani poprzedni prezesi TVP – Juliusz Braun i Janusz Daszczyński – nie dostali absolutorium, choć twierdzili, że zostawili spółki w dobrej kondycji. Braun zdecydował się oddać sprawę do sądu. Zgodnie ze sprawozdaniem uchwalonym przez obecny zarząd TVP zakończyła 2015 r. ze stratą netto 36,6 mln zł. Obecne władze tłumaczyły, że to wynik „aktualizacji wartości zapasów programowych”. Braun przypominał, że I półrocze 2015 r. TVP zakończyła zyskiem netto 144,4 mln zł, spółka nie korzystała z kredytów, a stan jej środków finansowych przekraczał 80 mln zł. Według niego strata jest wynikiem decyzji podjętej przez obecny zarząd, by doprowadzić do załamania wyników spółki.

>>> Czytaj też: Prywatne e-myto na A4. Resort infrastruktury ma poważny problem