Jak wynika z naszych informacji, rząd zastanawia się nad liberalizacją uregulowań dotyczących certyfikacji tego gazu, a nawet, w wariancie awaryjnym, nad zastosowaniem butli przemysłowych.

Potrzebne jest też złagodzenie przepisów budowlanych i tych dotyczących bezpieczeństwa obiektów. W ostatniej ustawie covidowej znalazły się regulacje zawieszające stosowanie tych norm: miało to ułatwić budowę szpitali tymczasowych i rozbudowę instalacji – również tlenowych ‒ w obecnych. Na razie ustawa utknęła jednak w Sejmie.

Ministerstwo Zdrowia jest świadome kłopotów. – Niektóre placówki rozbudowały ostatnio swoje zabezpieczenie tlenowe, bo nie były przygotowane do tak wielkiej liczby łóżek respiratorowych. Wiele tych instalacji trzeba było poprawić, ale nie zawsze się dało. Możliwe są więc lokalne problemy – tłumaczy wiceminister zdrowia Sławomir Gadomski. I dodaje: ‒ Na szczęście zrobiliśmy spory zapas butli tlenowych.

– Ostatnio zadzwonili do nas z innego szpitala, szukali miejsca, bo im się skończył tlen – mówi jeden z lekarzy szpitala opiekującego się chorymi z COVID-19. U nich na szczęście jeszcze go nie brakuje. Ale podają go tak dużo, że instalacje są przeciążone. – Jeśli dojdzie do ich uszkodzenia, nagle jakaś liczba pacjentów zostanie pozbawiona dostępu do niego – mówi nasz rozmówca.

Zachorowania na COVID-19 gwałtownie zwiększyły zapotrzebowanie na tlen i ujawniły potencjalne kłopoty z zaopatrzeniem w ten gaz szpitali. – Możliwy problem mieliśmy zdiagnozowany dawno – podkreśla jeden z naszych rozmówców. Tyle że zgodnie – i od rządu, i od firm – słychać, że problemem nie jest sam zasób surowca. Firmy go dostarczające sygnalizują, że ciągle mają możliwość zwiększenia dostaw, co zresztą robią. Przykładem jest PKN Orlen, który dostarcza tlen techniczny producentom tlenu medycznego. – W związku z naszym zaangażowaniem w walkę z koronawirusem maksymalnie zwiększyliśmy jego produkcję, uzyskując trzykrotnie większe wolumeny – informuje Katarzyna Zasada z biura prasowego państwowej spółki.

Reklama

Wąskie gardła pojawiają się w innych miejscach. Problemem jest tlen medyczny. – On jest autoryzowany przez wyspecjalizowane podmioty i to jest właśnie kłopot. One mogą nie nadążyć z tym procesem – podkreśla nasz rozmówca z rządu. Pojawiały się pomysły, jak temu zaradzić. – Rząd ma wesprzeć instytucje zajmujące się kwalifikacją tlenu do zastosowań medycznych w pozyskaniu dodatkowych urządzeń, by zwiększyć ich możliwości – mówi nasz rozmówca. A jednocześnie zastanawia się nad liberalizacją prawnych unormowań całego procesu i wymogów tak, by w maksymalny sposób zwiększyć dostęp do tlenu medycznego. Tym bardziej, że dostępny jest gaz do zastosowań przemysłowych (np. spawania) i w rządzie pojawiały się już pomysły na zmianę prawa, by w sytuacjach awaryjnych móc korzystać także z butli z tym gazem. – Tlenu nie brak, najwyżej będzie bez atestu – podkreśla nasz rozmówca.

Nie wszyscy w obozie władzy chwalą ten pomysł. – Liberalizacja procedur to głupi pomysł. Wystarczy, że jedna taka butla walnie w jakimś szpitalu, to rząd upadnie – przestrzega polityk PiS.

W karetkach butla powinna wystarczyć na 3–4 pacjentów, ale korki przed SOR-ami i wielogodzinne oczekiwanie powodują, że wyczerpują się one szybciej. – Mamy tak duże zużycie, że nie nadążamy z ich zamawianiem – mówi jedna z ratowniczek.

Zdaniem producentów i szpitali to kwestia logistyki. Liczba butli małych i dużych, w których jest dostarczany tlen, jest ograniczona na rynku, bo jest dostosowana do potrzeb sprzed epidemii. Tymczasem, jak informują szpitale, popyt jest obecnie o około 25–35 proc. większy. I to nie wynika tylko z powodu rosnącej liczby pacjentów zarażonych COVID-19, ale też z potrzeb innych chorych, w tym głównie tych z problemami kardiologicznymi, których też przybywa. Jak mówią szpitale, największe kłopoty są z tlenem dostępnym w małych butlach, które otrzymuje pacjent transportowany z jednego miejsca do drugiego.

– Wpierw przypięto mnie do ściany z tlenem, ale praktycznie nic z niej nie płynęło. Potem się zorientowali, że jest jakiś techniczny problem – opowiada nam jeden z parlamentarzystów, chory na COVID-19. – Raz dają butlę, która wystarcza na 4 godziny, innym razem na 12, a kolejnym razem na 2. To duża operacja logistyczna, a główny problem polega na tym, by zapewnić stabilizację na OIOM-ach – opowiada nam jeden z pacjentów. – Dlatego tak ważne jest zwiększenie rotacji tego rodzaju opakowań. Ustaliliśmy z naszym dostawcą tlenu, że będziemy częściej raportować stan wolnych butli, by ten mógł je częściej odbierać do napełnienia – wyjaśnia Piotr Gołaszewski, rzecznik Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego. Choć nie da się ukryć, że są szpitale, gdzie występuje zupełny brak tlenu. Mowa jednak o tych placówkach, które do tej pory nie musiały stosować przy leczeniu tlenoterapii, a teraz jest ona konieczna, bo powstały u nich łóżka dla pacjentów z koronawirusem.

Wiceminister zdrowia Sławomir Gadomski wskazuje, że problemem jest szybkie przystosowanie infrastruktury szpitalnej. – W normalnych warunkach odbywała się cała procedura związana z wyborem wykonawcy czy uzyskiwaniem pozwoleń. Teraz jest to trochę prostsze, ale nic nie dzieje się z dnia na dzień. Szpitale pieniądze na inwestycje dostają już od wiosny – tłumaczy. Cieniem się kładzie także „wiek” szpitali. – Zdarza się też czasem tak, że przy dużym obłożeniu infrastruktury tlenowej i dużej liczbie respiratorów pojawiają się problemy ze starą instalacją elektryczną. Były przypadki, kiedy przy nowej instalacji tlenowej padała cała elektryczna. Takie lokalne problemy mogą występować, a niektóre stare szpitale nie mogą prowadzić tlenoterapii na centralnej instalacji – podsumowuje Gadomski.

Te przygotowania wpisują się w spodziewaną rosnącą falę zachorowań na koronawirusa. Wczoraj było ponad 19,3 tys. nowych przypadków. To blisko granicy wydolności naszej ochrony zdrowia. Tak przynajmniej wynika z relacji jednego z uczestników poniedziałkowego spotkania przedstawicieli części opozycji z premierem. – Pokazano prezentację z różnymi wariantami działań. Jeśli mamy do 5 tys. zakażeń, to ochrona zdrowia działa sprawnie i problemu nie ma. W przedziale 5–20 tys. wprowadzamy ograniczenia, zmieniamy strukturę szpitali, ale uznajemy, że sytuacja jest pod kontrolą. Jeśli mamy powyżej 20 tys. zakażeń, mamy wariant „ratuj się, kto może”, oznaczający chaos w służbie zdrowia i konieczność ostrych ruchów ze strony rządu. Z tego względu należy się liczyć z dalszymi obostrzeniami, a może nawet lockdownem – opowiada nasz rozmówca. Jak dodaje, w kuluarach, na poziomie doradców premiera, mówi się o możliwości wprowadzenia stanu nadzwyczajnego w formule zregionalizowanej. A jeśli nie stan nadzwyczajny, to jakiś jego praktyczny odpowiednik.