Ekspert: Państwo Islamskie słabnie i się mści. Musimy być gotowi na kolejne ataki

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
18 lipca 2016, 07:47
Francuski lotniskowiec Charles de Gaulle wróci jesienią do walki z ISI w ramach operacji „Chammal”
Francuski lotniskowiec Charles de Gaulle wróci jesienią do walki z ISI w ramach operacji „Chammal” CHRISTOPHE ENA/AP/Dziennik Gazeta Prawna
Służby zawiodły – uważa Pierre Berthelet z Instytutu Nauk Politycznych w Lille.

Z pewnością możemy mówić o pewnej podatności. Zakładam, że we Francji znajdują się uśpione komórki Państwa Islamskiego, które mogą być w każdej chwili aktywowane. Co więcej, podczas przesłuchania parlamentarnego szef Dyrekcji Generalnej Bezpieczeństwa Wewnętrznego Patrick Calvar powiedział, że terroryzm zmienia swoje oblicze, bo zamachowcy się sprofesjonalizowali. Po czym szczerze dodał, że kraj nie jest dobrze do tego przygotowany.

Na podstawie przesłuchań, w tym Calvara, parlament stworzył specjalny raport. Wskazuje się tam na pewne zaniedbania ze strony służb, a także na to, że zamiast współpracować, konkurują między sobą. Na skutek tej konkurencji cierpi również wymiana informacji i to w dwóch wymiarach: wewnątrz kraju i pomiędzy państwami. W ciągu ostatniego roku poczyniono w tej kwestii pewne postępy, ale wciąż jest jeszcze wiele do zrobienia. Raport rekomenduje także połączenie niektórych służb, ale obecnie nie zgadza się na to minister spraw wewnętrznych Bernard Cazeneuve.

Za każdym razem, kiedy dojdzie do udanego ataku, automatycznie oznacza to porażkę służb odpowiedzialnych za działania antyterrorystyczne. Zresztą same służby uważają to za swoją porażkę.

Nie wydaje mi się. Państwo Islamskie zmieniło swoją strategię: będzie częściej sięgać po ataki terrorystyczne kosztem operacji militarnych, bo ta organizacja z każdym dniem słabnie. Straciła 1/4 terytorium, wysychają strumienie finansowania. Wojsko irackie po odbiciu Al-Falludży szykuje się do ataku na Mosul. W związku z tym Państwo Islamskie zwiększa liczbę ataków za granicą, aby stworzyć wrażenie, że wciąż jest realną siłą. Ponieważ cudzoziemcy coraz mniej chętnie wyjeżdżają walczyć do Syrii, organizacja potrzebuje promocji. Państwo Islamskie chce pokazać: wciąż istniejemy, możecie dla nas walczyć. Co więcej, możecie walczyć dla nas, nie opuszczając swojego kraju. Rzecznik Państwa Islamskiego Abu Muhammad al-Adnani zachęcał przecież do walki z niewiernymi wszelkimi możliwymi środkami. „Rozbij mu głowę kamieniem, zadźgaj nożem, zrzuć z wysokości, uduś, zatruj lub przejedź samochodem”. Ataki terrorystyczne mają olbrzymi wpływ na opinię publiczną. Wiedziała to już Al-Kaida. Państwo Islamskie robi dokładnie tak samo, z tą jednak różnicą, że organizacja Osamy bin Ladena wybierała przede wszystkim twarde cele, np. lotniska. Państwo Islamskie wie, że są one mocno chronione, w związku z czym upatrzyli sobie miękkie cele, tak jak to miało miejsce w Nicei. Do przeprowadzenia takiego ataku wystarczyła ciężarówka.

Wielu z pewnością zaproponuje teraz wprowadzenie twardych środków walki z terroryzmem, w tym izolowania osób, które się zradykalizowały. Byli już politycy, którzy proponowali, żeby takie jednostki wysyłać na jakąś francuską wyspę na południu Oceanu Indyjskiego. Opinia publiczna chętnie tego słuchała. Problem polega jednak na tym, że takie propozycje są zgłaszane nie przez wzgląd na ich efektywność, ale żeby uspokoić opinię publiczną. Wspomniany przeze mnie raport parlamentarny wskazuje bowiem, że takie środki są nieefektywne.

Słowo „kara” nie wydaje się adekwatne, raczej skłaniałbym się do słowa „odwet”. Państwo Islamskie nie jest Al-Kaidą. Al-Kaida chciała prowadzić wojnę przeciw „krzyżowcom”, czyli chrześcijanom. Państwo Islamskie atakuje wszystkich, ze „złymi” muzułmanami włącznie. Dlatego bomby tak często wybuchają w Bagdadzie, zamieszkanym przez szyitów. Celem terroryzmu jest zastraszanie państw, ponieważ terroryści nie mają środków, aby podjąć z nimi militarnie równorzędną walkę. Straszyć można już zwykłą ciężarówką.

>>>Czytaj więcej: Przystawmy karabiny do głów terrorystów [KOMENTARZ]

Do ataków we Francji dochodzi teraz średnio co pół roku. Nie chcę przez to powiedzieć, że to jakaś rutyna, ale musimy się przygotować do następnych. Czytałem ostatnio książkę napisaną przez wojskowego, który stwierdził, że najlepszą metodą walki z terroryzmem nie jest prewencja, ale odporność. Umiejętność jak najszybszego powrotu do normalnego funkcjonowania po atakach. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj