Forsal logo

Praca w Polsce 2026. Gdzie jest robota i ile można zarobić. Nawet 26 000 zł netto dla elektryka. A realne wynagrodzenia w IT spadają

Ten tekst przeczytasz w 12 minut
dzisiaj, 07:00
Praca w Polsce 2026. Gdzie jest robota i ile można zarobić. Nawet 26 000 zł netto dla elektryka. A realne wynagrodzenia w IT spadają
Praca w Polsce 2026. Gdzie jest robota i ile można zarobić. Nawet 26 000 zł netto dla elektryka. A realne wynagrodzenia w IT spadają/Forsal.pl
Mniej rekrutacji na stanowiska juniorskie i niższe wynagrodzenia „typowych” programistów – to główny efekt szerszego stosowania sztucznej inteligencji w dużych firmach. Trwa optymalizacja zatrudnienia i płac w profesjach, w których algorytm może łatwo przejąć prostsze zadania wykonywane dotąd przez człowieka. Zarazem z powodu niedoboru pracowników szybują zarobki fachowców trudnych do zastąpienia

Jeszcze kilka lat temu wynagrodzenia w sektorze IT rosły najdynamiczniej wśród wszystkich branż i młodzi programiści, z niewielkim doświadczeniem, mogli liczyć na dzień dobry nawet na dwie średnie krajowe oraz mnóstwo benefitów. Od dwóch lat sytuacja jest nie tyle gorsza, co o wiele bardziej złożona i skomplikowana. Za sprawą piszących kody algorytmów spada wycenia samego kodowania, a wzrasta znaczenie innych kompetencji. Jakich?

Praca w IT: potrzeba więcej specjalistów, ale innych

Rynek pracy inżynierów i menedżerów IT wprawdzie nadal rośnie, ale już nie tak dynamicznie jak kilka lat temu, np. w Krakowie wzrost zatrudnienia wyniósł  w ciągu ostatniego roku 5 proc., przy czym w poszczególnych pracodawców wygląda to bardzo różnie: jedni cały czas rekrutują specjalistów i kadrę zarządzającą, zwłaszcza spośród osób najbardziej doświadczonych i o wyrafinowanych kompetencjach, a inni dostosowują zespoły do nowych wyzwań, uwzględniając przy tym rosnące możliwości technologii. Część firm wybiera do wykonywania niektórych zadań inne globalne lokalizacje, także takie, gdzie płaca programistów o odpowiednich kwalifikacjach jest tańsza. To naturalny proces, świadczący o dojrzałości polskiego rynku, na którym coraz większą rolę odgrywają umiejętności.

- Główna zmiana polega na tym, że najbardziej poszukiwani są ludzie o szczególnych kompetencjach i mniej liczą się już umiejętności czysto technologiczne, w tym te związane z kodowaniem, a rośnie znaczenie świetnej znajomości konkretnego sektora – np. finansowego, telekomunikacyjnego, motoryzacyjnego, przemysłowego, handlowego, lotniczego czy podróżniczo-hotelarskiego. Taka wiedza domenowa stała się wręcz bezcenna – komentuje Michał Piątkowski z firmy MOTIFE, która pomaga inwestorom w otwieraniu działalności w Polsce i jednocześnie tworzy co roku najbardziej miarodajny raport o sytuacji na krakowskim rynku IT. Dodaje, że wartość rynkową pracownika budują w coraz większym stopniu kompetencje biznesowe, menedżerskie, interpersonalne, na czele z umiejętnością współpracy oraz tworzenia zwinnych innowacyjnych zespołów.

- Co najważniejsze, Polska i europejska gospodarka będą potrzebowały dużo więcej, a nie mniej specjalistów IT, tylko z wymienionymi wyżej umiejętnościami. Musimy intensywnie kształcić młodych w tym kierunku, kluczową rolę mają tu do odegrania topowe uczelnie – podkreśla Michał Piątkowski.

Z opublikowanego dopiero co raportu „Kraków IT Market 2026” wynika, że wynagrodzenia inżynierów IT ustabilizowały się i mediana płac dla programistów średniego szczebla wynosi około 17 tys. zł BRUTTO miesięcznie. W nowych rekrutacjach stawki są nominalnie o 1-2 proc. niższe niż rok temu, co oznacza realny spadek o 5-6 proc. Programiści są przez to doganiani przez przedstawicieli innych profesji. Jednocześnie coraz mniej z nich myśli o zmianie pracy -  poziom tzw. rotacji dobrowolnej wynosi obecnie w centrach technologicznych i globalnych usług około 6 proc., gdy w pandemii i tuż po niej bywał nawet trzy razy wyższy: wtedy zmiana firmy wiązała się przeważnie z dużą podwyżką, a dziś dotyczy to raczej wybranych specjalistów i menedżerów.

Wynagrodzenia fachowców w Polsce. Doświadczony elektryk za 26 tys. zł netto miesięcznie

W czasie, gdy pracownicy uprawiający profesje najbardziej narażone na wpływ AI, drżą o posady, trwa boom na fachowców, których nie da się tak łatwo zastąpić algorytmami. To podbija wynagrodzenia powyżej średniej, zwłaszcza w branży budowlanej oraz w wielu rodzajach usług – zwłaszcza tych wymagających większego doświadczenia i wysokich kwalifikacji. Wedle najnowszej analizy Personnel Service, doświadczony elektryk może zarabiać nawet 26 tys. zł netto miesięcznie. Niewiele niższe są wynagrodzenia wytrawnych kamieniarzy (25 tys. zł netto), mechaników samochodowych (ok. 23 tys. zł netto) i stolarzy (ok. 20 tys. zł).

Mamy tu do czynienia z rewolucyjnym wręcz odwróceniem procesu obserwowanego właściwie od początku III RP, gdy wyższe wykształcenie pozwalało dostać posadę z wynagrodzeniem wyraźnie wyższym niż w profesjach nie wymagających studiów. – Dziś doświadczeni fachowcy należą do najbardziej poszukiwanych pracowników na rynku. Dobry elektryk, stolarz czy kamieniarz buduje swoją renomę i zaufanie klientów przez lata. Kolejne zlecenia biorą się z rekomendacji klientów, a nie dyplomu uczelni. Przekłada się to na wynagrodzenia, które coraz częściej dorównują zarobkom specjalistów zatrudnionych w biurach, a nierzadko je przewyższają - mówi Krzysztof Inglot, ekspert rynku pracy, prezes Polskiego Stowarzyszenia Outsourcingu, założyciel Personnel Service.

W wielu zawodach technicznych i rzemieślniczych miesięczne dochody przekraczają kilkanaście tysięcy złotych netto. Stawki fachowców rosną z powodu ich ogromnego deficytu – przy rosnącym zapotrzebowaniu Polek i Polaków na wszelkiego rodzaju usługi. Eksperci zwracają uwagę, że wciąż mało młodych w naszym kraju decyduje się na kształcenie zawodowe w konkretnych profesjach, nawet w tych, w których zarobki poszybowały i relatywnie łatwo o pracę. – W efekcie powiększa się luka pokoleniowa i na razie nic nie zapowiada zmiany tego trendu – komentuje Krzysztof Inglot.

Demografia nie pomaga. Z powodu wchodzenia na rynek pracy niżów i przechodzenia na emerytury wyżów, tracimy co roku ok. 150 tys. osób w wieku produkcyjnym. A będzie jeszcze gorzej, bo od kilku lat mamy do czynienia z historyczna zapaścią liczby urodzeń. W 2043 r. 700 tys. potencjalnych emerytów będzie się na rynku pracy wymieniać z nieco ponad 230 tys. młodych. Według analiz Polskiego Instytutu Ekonomicznego, w perspektywie niespełna dekady deficyt fachowców nasili się w niemal wszystkich sektorach, przy czym w samym przemyśle przekroczy 400 tys. osób (z rynku odpłynie, głównie na emerytury, ponad 800 tys. osób, a napłynie tylko 400 tys.) , a w budownictwie ponad 120 tys. (odpływ ponad 225 tys., napływ 100 tys.). Jeszcze większe niedobory mają wystąpić w ochronie zdrowia i opiece społecznej – przy rosnącym zapotrzebowaniu starzejącego się społeczeństwa na usługi medyczne i opiekuńcze.

- Rosnąca luka pokoleniowa w wielu profesjach będzie w kolejnych latach windować wartość fachowych umiejętności – ocenia ekspert zastrzegając, że wysokość wynagrodzenia zależy od doświadczenia, jakości wykonywanej pracy, liczby klientów oraz regionu, jednak trend jest dziś wszędzie jednoznaczny. Dotyczy to także innych krajów naszego regionu.

Oprócz wymienionych, atrakcyjne wynagrodzenia oferowane są w profesjach związanych z budownictwem i wykończeniem wnętrz. Dekarze wyciągają do 18 tys. zł netto, cieśle do 15 tys. zł netto, brukarze do 14 tys. zł netto miesięcznie. Zbrojarze mogą liczyć nawet na 12 tys. zł netto, kowale na 11 tys. zł netto miesięcznie.

Zdaniem ekspertów, zawody te powinny coraz bardziej interesować młodych ludzi. W praktyce jest tak ciągle rzadko, w czym wielką rolę odgrywa mit influencera – zarabiającego krocie dzięki kręconym w domu filmikom. Wizja inkasowania milionów bez wstawania z łóżka jest o niebo atrakcyjniejsza od wyobrażenia o pracy kamieniarza czy elektryka. Problem w tym, że nie ma nic wspólnego z rzeczywistością – tylko garstka ludzi naprawdę zarabia w ten sposób, a jeszcze mniej potrafi to robić na tyle długo, by zapewnić sobie spokojną przyszłość.

Gdzie jest (pewna) praca

Najnowszy „Raport wynagrodzeń w sektorze przemysłowym 2026” opracowany przez międzynarodową firmę Grafton Recruitment wskazuje z jednej strony na głębokie przemiany dokonujące się w polskich zakładach pod presją rosnących kosztów, niestabilnego popytu i niepewności geopolitycznej, a z drugiej – niesłabnący lub rosnący popyt na fachowców i specjalistów w wielu podsektorach i profesjach. Największe zapotrzebowanie na pracowników utrzymuje się w budownictwie, natomiast wynagrodzenia najszybciej rosną w logistyce i centrach dystrybucyjnych. Firmy poszukują zarówno pracowników fizycznych (także niewykwalifikowanych), jak i inżynierów, automatyków czy ekspertów logistyki.

– Mimo oznak ożywienia rodzimy sektor przemysłowy nie wrócił jeszcze na ścieżkę wzrostu. Firmy nadal mierzą się ze słabnącym popytem, niepewnością oraz zakłóceniami w łańcuchach dostaw i niedoborami surowców. Perspektywy dla całej gospodarki pozostają niepewne, na co wpływają m.in. napięcia geopolityczne oraz sytuacja na rynkach energii i surowców – wyjaśnia Danuta Protasewicz, regionalna menedżerka Grafton Recruitment.

Największy wpływ na ogólny obraz sektora przemysłowego ma sytuacja w branży automotive (spadek zatrudnienia o 3,6 proc.) oraz w produkcji mebli (spadek o 3,4 proc.), wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych (o 2,8 proc.) i urządzeń elektrycznych (o 2,7 proc.). Jednocześnie część segmentów korzystających z nowych inwestycji i płynących na fali modernizacji przemysłu zwiększa zatrudnienie. Dotyczy to przede wszystkim branży produkcji maszyn i urządzeń (wzrost o 1,5 proc.) oraz magazynowania, działalności wspomagającej transport oraz produkcji artykułów spożywczych (wzrost o 0,3 proc.).

Z kolei w budownictwie silny popyt na pracowników wynika z wysokiej aktywności inwestycyjnej związana z modernizacją infrastruktury, transformacją energetyczną, rozwojem OZE oraz projektami energetycznymi. Teraz dochodzą do tego liczne projekty związane z realizacją największego w historii programu wzmocnienia polskiej obronności w oparciu o local content oraz w duchu dual use. Będzie to podbijać zapotrzebowanie na pracowników fizycznych oraz wykwalifikowanych i doświadczonych fachowców. Potrzebna będzie również odpowiednia kadra menedżerska.

Wedle raportu Grafton Recruitment, najmniejsze zapotrzebowanie na pracowników odnotowano w obszarze badań i rozwoju. Indeks popytu na pracowników dla centrów R&D i inżynieryjnych wyniósł zaledwie 0,37 – to najniższy poziom spośród wszystkich analizowanych kategorii stanowisk. – Widoczne wyhamowanie w branży badań i rozwoju nie oznacza utraty potencjału, raczej przesunięcie decyzji inwestycyjnych w czasie. Wiele wskazuje na to, że impulsem do odbudowy mogą stać się megaprojekty, które w najbliższych latach będą wymagały zaawansowanych kompetencji inżynieryjnych – uważa Danuta Protasewicz.

Zwraca przy tym uwagę, że czymś absolutnie niezmiennym jest wysokie zapotrzebowanie na pracowników fizycznych, także tych niewykwalifikowanych – zarówno w produkcji, jak i w budownictwie. Odporny na cykliczne wahania pozostaje także popyt na wykwalifikowanych pracowników fizycznych, m.in. mechaników, elektryków, automatyków, serwisantów, monterów, spawaczy czy kontrolerów jakości. To on winduje wynagrodzenia, zwłaszcza w gronie fachowców odpowiedzialnych za sprawność operacyjną zakładów, efektywność wykorzystania parku maszynowego i postępy automatyzacji.

Wśród stanowisk specjalistycznych, w szczególności inżynierów jakości, inżynierów utrzymania ruchu i procesu oraz specjalistów ds. logistyki i zakupów, popyt pozostaje stabilny. Jak wynika z analiz, „pracodawcy prowadzą rekrutacje selektywnie, koncentrując się na specjalistach kluczowych dla utrzymania ciągłości produkcji: poszukiwani są specjaliści posiadający wysokie kompetencje techniczne, ale także osoby, które potrafią łączyć je z umiejętnością optymalizacji procesów, pracy projektowej czy analizy danych”.

Wynagrodzenia: gdzie można dobrze zarobić (i ile)

Najwyższą roczną dynamikę wzrostu płac odnotowały centra dystrybucyjne (+ 5,1 proc.) oraz centra rozwoju i R&D (+ 4,3 proc.). Umiarkowane podwyżki zaobserwowano w sektorze automotive (+ 1,6 proc.) oraz farmacji i chemii (+ 2,1 proc.). Najszybciej rosły wynagrodzenia specjalistów (+ 3,4 proc. r/r), w przypadku kadry menedżerskiej dynamika wzrostu płac wyniosła 2,2 proc., a pracowników fizycznych 2,1 proc.

Kierownicy magazynów mogą dziś liczyć na wynagrodzenia do 17 tys. zł brutto miesięcznie, a roczny wzrost dolnych widełek płac sięgnął tam nawet 20 proc. Kierownik logistyki zarabia do 21,5 tys. zł miesięcznie, dyrektor centrum dystrybucyjnego nawet 32 tys. zł brutto. W logistyce szczególnie szybko rosły również wynagrodzenia kierowników transportu, specjalistów ds. logistyki oraz pracowników odpowiedzialnych za zarządzanie magazynami i operacjami wysyłkowymi. W topowych lokalizacjach wynagrodzenie operatora wózków widłowych sięga 8 tys. zł, a specjalisty ds. logistyki - 13 tys. zł brutto.

Najwyższe wynagrodzenia w całym sektorze przemysłowym nadal oferują centra R&D. Dyrektorzy mogą tu liczyć nawet na 57 tys. zł brutto miesięcznie, kierownicy działów projektowania na 35 tys. zł, liderzy zespołów projektowych na 28 tys. zł, a programiści systemów wbudowanych na 24 tys. zł.

W budownictwie wynagrodzenia urosły średnio w rok o 2,4 proc., ale presja płacowa dotyczy głównie stanowisk związanych z realizacją inwestycji i kompetencjami technicznymi. Rosnące nakłady na infrastrukturę, energetykę i projekty transformacji energetycznej utrzymują wysoki popyt na kierowników budów, kierowników kontraktów, projektantów oraz inżynierów posiadających uprawnienia budowlane. Wynagrodzenia dyrektorów kontraktów sięgają 28–33 tys. zł, a kierowników budów 16–20 tys. zł. Doświadczeni projektanci i inżynierowie mogą zarobić powyżej 15 tys. zł.

W farmacji i chemii wynagrodzenia plant managerów sięgają obecnie około 30-35 tys. zł, kierowników produkcji 18-22 tys. zł, a specjalistów ds. jakości 8-14 tys. zł. W branży motoryzacyjnej wynagrodzenia dyrektorów dochodzą do 35 tys. zł, kierowników produkcji między 15 a 20 tys. zł, a inżynierów automatyków od 9,5 do 14 tys. zł miesięcznie. W FMCG najwyżej wynagradzani są dyrektorzy zakładów produkcyjnych (do 33 tys. zł); kierownicy utrzymania ruchu dostają 13-18 tys. zł, a inżynierowie produkcji 8,5-13 tys. zł.

– Rynek najbardziej premiuje osoby posiadające kompetencje, które trudno pozyskać i które mają bezpośredni wpływ na efektywność operacyjną, automatyzację procesów oraz realizację kluczowych inwestycji. Dotyczy to zarówno specjalistów technicznych, jak i ekspertów łączących wiedzę inżynieryjną z doświadczeniem w zarządzaniu projektami i optymalizacji procesów – mówi Ewa Gumbarewicz, rekruterka w Grafton Recrtuitment.

Eksperci zauważają, że opisane tu procesy już doprowadziły do wzrostu zainteresowania młodych studiami na kierunkach związanych z techniką, przemysłem i budownictwem. Zmiany jest na razie umiarkowana, ale może oznaczać początek odwracania wieloletniego trendu. Nadal jednak liczba dostępnych kandydatów jest w wielu specjalizacjach niewystarczająca względem potrzeb przedsiębiorstw, a rozwój nowych inwestycji będzie dodatkowo zwiększał konkurencję o wykwalifikowane kadry.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zbigniew Bartuś
dziennikarz i felietonista Zbigniew Bartuś

Dziennikarz, publicysta, felietonista Forsal.pl i Dziennika Gazety Prawnej, laureat wielu nagród i wyróżnień dziennikarskich, m.in. Nagrody Grabskiego i Nagrody Kwiatkowskiego.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraPraca w Polsce 2026. Gdzie jest robota i ile można zarobić. Nawet 26 000 zł netto dla elektryka. A realne wynagrodzenia w IT spadają »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj