Elektrownia jądrowa ruszy 2036 roku?
Piotr Wróblewski, Forsal.pl: W 2027 roku planują Państwo złożenie wniosku – do wojewody – o pozwolenie na budowę pierwszej elektrowni jądrowej. Kiedy spółka zakłada, że dostanie „zielone światło” na rozpoczęcie prac?
Marek Woszczyk, Prezes Zarządu PEJ: Trzymamy się tego, żeby wylać pierwszy beton jądrowy w 2028 roku. Ale nawet jeśli to stanie się na początku 2029 roku, to nie przekreśla to oddania pierwszej jednostki do eksploatacji w 2036 roku. Nie chcemy jednak czerpać z „zapasów harmonogramowych” już na wstępie inwestycji. Robimy wszystko, żeby utrzymać termin 2028 roku, jeżeli chodzi o start prac.
W 2027 roku – tak jak Pan powiedział – składamy wniosek do wojewody. Następnie, jak otrzymamy zezwolenie na budowę obiektu jądrowego od Prezesa Państwowej Agencji Atomistyki (PAA), uzupełnimy nasz wniosek do wojewody. Oczywiście konieczny jest jeszcze szereg innych dokumentów, ale zgoda PAA ma tu znaczenie podstawowe. Spodziewamy się, że w trzecim kwartale 2028 roku otrzymamy pozwolenie na budowę. Wtedy przystępujemy do fizycznej realizacji budowy.
Zarówno PAA, jak i urzędnicy wojewody mają pełne ręce roboty. Wspominała o tym wojewoda Beata Rutkiewicz. Dostają Państwo sygnały, że potrzebne jest tam wsparcie dla urzędników, by zdążyć na czas? Dokumentacja jest przecież gigantyczna.
Wielokrotnie mówiłem, że w przypadku naszej inwestycji znaczenie krytyczne – jeżeli chodzi o ryzyka harmonogramowe – ma wydajność polskiej administracji publicznej. To samo tyczy się każdej megainwestycji w Polsce.
Nie chodzi tutaj o liczbę urzędników, ale również o ich kompetencje. Pamiętajmy, że elektrownię jądrową robimy po raz pierwszy. Próbowaliśmy ponad 40 lat temu (EJ Żarnowiec – red.), ale od tego czasu minęło całe pokolenie. To inwestycja, która wymaga od urzędów specyficznych umiejętności i kompetencji.
Jako PEJ staramy się być partnerem dla administracji publicznej, a nie tylko stroną w toczących się postępowaniach. Nie czekamy biernie, aż otrzymamy wezwanie. Nasi pracownicy są w stałym kontakcie z urzędnikami odpowiedzialnymi za udzielanie poszczególnych zgód czy zezwoleń. Dzięki temu mogą składać wyjaśnienia czy uzupełniać dokumentację, jeśli jest taka potrzeba.
Jak nie powtórzyć Żarnowca?
Wspomniał Pan o Żarnowcu. 40 lat temu też rozpoczęto budowę elektrowni jądrowej, ale nie udało się jej zakończyć. Jeden z dyrektorów powiedział mi po latach, że zabrakło wytyczenia i trzymania się ścieżki krytycznej. Co tutaj, w Choczewie, jest dla Pana taką ścieżką, terminem, którego nie można przekroczyć?
Pierwszy blok jądrowy jest do uruchomienia w 2036 roku, drugi w 2037, a trzeci w 2038 – tego się trzymamy. Natomiast żeby to osiągnąć, nie można zakładać, że mamy jeszcze dziesięć lat. Musimy odejść od sekwencyjnego realizowania harmonogramu i starać się pracować równolegle. Nie zawsze jest to możliwe, ale czasem jednak się da. Trzeba po prostu mieć otwartą głowę i każdego dnia zadawać sobie pytanie, co dzisiaj muszę zrobić, żeby w 2036 roku uruchomić pierwszy blok.
Czyli na dzisiaj kluczowe są kwestie proceduralne?
Kluczowa jest zdolność działania na czas i w odpowiednim tempie zarówno inwestora, jak i administracji publicznej. Druga kwestia to trwałość łańcuchów dostaw. Staramy się maksymalizować local content i udział polskich przedsiębiorstw, ale musimy mieć świadomość, że ten łańcuch dostaw musimy budować od początku.
Mam tu na myśli przede wszystkim odporność poszczególnych wykonawców na zdarzenia krytyczne: odporność finansową, organizacyjną i kompetencyjną. Dzisiaj widzimy deficyty kompetencyjne zarówno w zakresie tzw. niebieskich, jak i białych kołnierzyków.
Przypominam, że potrzebne nam są wykształcone kadry, bo chcemy być autonomicznym operatorem elektrowni w Choczewie. Nie będziemy korzystali z wehikułu typu joint venture z innymi partnerami. To Polska i polscy inżynierowie będą pracować w elektrowni. Na ich przygotowanie mamy dziesięć lat.
W jaki sposób się Państwo na to przygotowują?
Jako proaktywny inwestor robimy wszystko, aby informować rynek o tym, kogo potrzebujemy. Wchodzimy również we współpracę z ośrodkami szkoleniowymi, szkolnictwem technicznym i wyższym budując szeroką sieć partnerstw. Musimy jak najszybciej zapełnić tę lukę kompetencyjną.
Czy polskie firmy zbudują elektrownię jądrową?
W tym samym czasie trwać będzie budowa elektrowni jądrowej oraz ogromnego projektu Port Polska. Tam spółka już rozmawia np. z rynkiem dostawców kruszyw. Nie boją się Państwo walki o materiały, o podwykonawców?
My również rozmawiamy z całą branżą budowlaną, montażową czy odpowiedzialną za konstrukcje stalowe. Potrzebujemy setek spawaczy, betoniarzy, zbrojarzy czy kotlarzy. Zdajemy sobie sprawę ze skali wyzwania.
Dzisiaj jest „boom” np. na energetykę gazową. Już teraz w pewnym sensie ze sobą konkurujemy. Tu chodzi jednak o zdrowe partnerstwo, bo wszyscy mamy ten sam cel – bezpieczeństwo energetyczne.
To nie jest tak, że w jednym momencie wszyscy wszystkich potrzebują. Co nie oznacza, że mamy tutaj komfort. W naszych kosztorysach, które negocjujemy z amerykańskim partnerem, widzimy trendy związane z rynkiem pracy czy cenami materiałów.
Rozmawiamy w Koninie, gdzie może stanąć druga lub trzecia elektrownia jądrowa. Co zrobić, żeby powstała z jak największym udziałem polskiego przemysłu?
Chcemy dowieźć pierwszą elektrownię jądrową na Pomorzu – o czasie i z maksymalnym udziałem polskiego przemysłu. Przy czym trzeba rozróżnić tzw. wyspę jądrową – w której znajduje się reaktor – oraz całą resztę. Ta reszta niewiele różni się od struktury klasycznych elektrowni cieplnych, więc tutaj polski przemysł ma ogromne doświadczenie.
Natomiast jeżeli chodzi o samą wyspę jądrową, to dopiero zaczynamy poznawać tę technologię. Inwestor znalazł tzw. wielką siódemkę polskich firm budowlanych, które pozyskują certyfikaty w zakresie amerykańskiej technologii. Mam nadzieję, że odnajdą się w wyścigu po zlecenia, na których sporo się nauczą. Decydować będą konkurencyjne oferty, ale także np. łańcuchy dostaw czy ślad węglowy.
Przy pierwszym bloku ich udział będzie mniejszy, ale liczę, że później będą mogli rywalizować o kontrakty nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie.
Czy są jakieś szacunki, ile procent tej elektrowni zbudują polskie firmy?
Rząd posługuje się parametrem około 40% dla pierwszego bloku, z tendencją wzrostową przy kolejnych jednostkach. Przy czym to założenie – oczywiście liczymy na więcej. Jeśli chodzi o wyspę jądrową, można się z oczywistych powodów spodziewać, że poziom komponentu krajowego będzie relatywnie niższy.
Redaktor Forsal.pl, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizuje się w tematach związanych z inwestycjami oraz transportem. Od lat obserwuje wielkie budowy, opisuje rynek nieruchomości, a także zawiłości systemu transportowego.
Autor reportażu "Żarnowiec. Sen o polskiej elektrowni jądrowej" nagrodzony Grand Press 2023 w kategorii książka reporterska roku. Finalista m.in. Pomorskiej Nagrody Literackiej oraz konkursu dziennikarskiego "Biały Kruk".
