„Bończyki” się sypią
Pod koniec ubiegłego roku Poznań kupił szesnaście używanych tramwajów z Niemiec. Zapłacił za nie łącznie 723,5 tys. euro (ok. 3 mln zł). To okazja, ponieważ koszt jednego nowego tramwaju niskopodłogowego to mniej więcej 20 mln zł.
Problem w tym, że „Bończyki” (nazwa nawiązuje do miejscowości Bonn, skąd je sprowadzono) przez większość czasu stoją w zajezdni. Liczba napraw i usterek jest zdumiewająca. Zarząd Transportu Miejskiego w Poznaniu ujawnił ją na prośbę radnego Zbigniewa Czerwińskiego (PiS). O sprawie jako pierwszy napisał „Głos Wielkopolski”.
Niektóre wagony stoją od roku
Radny zapytał szefa ZTM o to, jak często tramwaje NGT6D trafiają do naprawy. Okazuje się, że większość wagonów stoi w hali napraw. Pierwsze przyjechały do Poznania pod koniec stycznia 2025 roku, ale dopiero 19 listopada wyjechały na tory.
Wtedy, jesienią ubiegłego roku, miasto poinformowało, że posiada już osiem wagonów, czyli połowę zamówienia. Miejscowy zakład modernizuje je w wolnych chwilach.
- Prace realizowaliśmy własnymi siłami, w sposób niekolidujący z bieżącymi zadaniami (…). W tym czasie dobrze poznaliśmy tramwaj. Jestem przekonany, że będzie on dobrze służyć pasażerom i pasażerkom – przekonywał wówczas Krzysztof Dostatni, prezes zarządu MPK Poznań.
W listopadzie na tory wyjechał tylko pojazd o numerze bocznym 971. Od grudnia zaczęły się kłopoty: zapchana piasecznica i niedziałający pilot do drzwi. Pojazd przejechał jedynie 689 km. W styczniu było już znacznie lepiej (2851 km), ale odnotowano aż trzy awarie. Dwie dotyczyły systemu sterowania drzwiami, a jedna jazdy w trybie serwisowym, co spowodowało automatyczne ograniczenie prędkości.
W kolejnych miesiącach wyglądało to następująco:
- luty: trzy awarie – 2381 przejechanych kilometrów,
- marzec: jedna awaria – 726 km,
- kwiecień: aż dziewięć awarii – 2589 km.
Co ważne, od kwietnia do służby wszedł też drugi pojazd (o numerze bocznym 977). Wtedy pojawiły się poważne problemy z zasilaniem oraz kolejne awarie przetwornicy. Zdarzało się, że tramwaje zatrzymywały się bez powodu. Podobne usterki odnotowano również w maju.
Dlaczego „Bończyki” mają tyle awarii?
- W marcu br. tramwaj 971 spędził większość czasu w warsztacie, ponieważ realizowano pierwszą u nas wymianę obręczy kół jezdnych wszystkich wózków, która jednorazowo zajęła więcej czasu, niż standardowo trwa taka operacja – odpowiada na pytania radnego Krzysztof Dostatni, prezes MPK Poznań.
Dalej tłumaczy, że do kolejnych awarii dochodzi ze względu na „niepełną umiejętność obsługi” nowych tramwajów. Usterki drzwi wynikały z ich niewłaściwej regulacji, a problemy z przetwornicą mają swoje źródło w innej sieci trakcyjnej niż ta w Bonn (chodzi o wahania napięcia). Zlecono już wymianę przetwornicy na produkt polski.
- Podkreślamy, że wszystkie tramwaje, w każdej sieci komunikacyjnej, niezależnie od producenta, typu czy roku produkcji, ulegają usterkom i awariom. Tym samym podlegają bieżącym naprawom w zajezdni. Nie inaczej jest z naszym taborem – zarówno nowym, zmodernizowanym, jak i używanym. Jest to nieunikniony element eksploatacji – dodaje prezes MPK.
Jak przyznaje, zakład ma już większe doświadczenie w obsłudze tych pojazdów, co oznacza, że kolejne „Bończyki” powinny zacząć regularnie kursować po Poznaniu. Kiedy to nastąpi? Tego na razie nie wiadomo. W kolejce do remontu czeka aż 14 wagonów. Jeden z nich (najtańszy z całej partii) wymaga gruntownego remontu, ponieważ został kupiony w Niemczech jako pojazd powypadkowy.
Redaktor Forsal.pl, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizuje się w tematach związanych z inwestycjami oraz transportem. Od lat obserwuje wielkie budowy, opisuje rynek nieruchomości, a także zawiłości systemu transportowego.
Autor reportażu "Żarnowiec. Sen o polskiej elektrowni jądrowej" nagrodzony Grand Press 2023 w kategorii książka reporterska roku. Finalista m.in. Pomorskiej Nagrody Literackiej oraz konkursu dziennikarskiego "Biały Kruk".
