Według OECD tylko większe prywatne i publiczne inwestycje, integracja imigrantów, polepszenie edukacji i deregulacja oraz aktywizacja kobiet i osób starszych dają szansę na dalszy rozwój i dobrobyt w Niemczech. OECD przedstawiła w tym samym czasie także raport o polskiej gospodarce, a okazji do porównań był fakt, że główna ekonomistka OECD Catherine L. Mann przyjechała do Warszawy, by przedstawić zaprezentować Przegląd Gospodarczy Polski na wspólnej konferencji z wicepremierem Mateuszem Morawieckim. W raporcie tym podkreślono ogromne postępy osiągnięte w ostatnim dwudziestoleciu oraz wskazano przeszkody dla stabilnego rozwoju Polski. Najważniejsze z wyzwań w polskiej gospodarce to konieczność umocnienia zatrudnienia i jakości miejsc pracy, poprawa środowiska biznesowego i rozwój infrastruktury, a także zapewnienie zdrowych finansów publicznych. Podobne są zalecenia dla Niemiec, które przedstawił na początku kwietnia w Berlinie sekretarz generalny OECD Angel Gurría.

Ogólna diagnoza sytuacji gospodarczo-społecznej w Niemczech jest pozytywna. Bezrobocie w Niemczech spadło poniżej 5 proc., czyli jest już znacznie niższe niż przed kryzysem finansowym i o połowę niższe niż średnio w całej strefie euro. Nie sprawdziły się obawy, że wprowadzenie płacy minimalnej w 2015 r. (8,5 euro za godzinę z pewnymi wyjątkami) doprowadzi do zwiększenia liczby osób bez pracy lub/i poszerzenia szarej strefy. Stało się przeciwnie: zwiększyła się siła nabywcza niemieckich gospodarstw domowych, co korzystnie wpłynęło na konsumpcję. Okazało się ponadto, że płaca minimalna jest na tyle atrakcyjna, że zwiększyła się liczba regularnych umów o pracę i równocześnie zmniejszyła się skala zatrudnienia na podstawie niemieckiej formy umów śmieciowych (tzw. Minijobs, za które odprowadza się tylko część składek społecznych).

Eksperci OECD chwalą również niemiecki eksport, który już parę lat temu przekroczył poziom z 2007 r. i który rośnie szybciej niż w innych najbardziej rozwiniętych państwach świata. Sprzyja temu euro – bez wspólnej europejskiej waluty niemieckie towary nie byłyby już tak atrakcyjne, bo już dawno doszłoby do aprecjacji starej Deutsche Mark.

Oceniana również przez ekspertów OECD jakość życia jest w Niemczech znacznie wyższa niż w większości innych krajów świata. Poziom edukacji, ochrony zdrowia, jakości środowiska naturalnego, czy też równowagi pomiędzy pracą a życiem prywatnym (work-life balance) jest oceniany wyżej niż średnia w krajach OECD. Jedynie pod względem zaangażowania obywatelskiego Niemcy wypadają gorzej.

Z polskiego punktu widzenia warto jeszcze zauważyć pozytywną ocenę OECD dotyczącą perspektywy finansów publicznych w Niemczech. W ostatnich latach zmniejszyło się do poziomu 71 proc. PKB zadłużenie tego sektora, podczas gdy na początku tej dekady wynosiło prawie 80 proc. PKB. Zgodnie z ustaleniami z Komisją Europejską strukturalny deficyt finansów publicznych nie może przekroczyć 0,5 proc. PKB. Dodatkowo Niemcy sami sobie nałożyli tzw. hamulec zadłużenia (Schuldenbremse), czyli wprowadzili do konstytucji zapis ograniczający wysokość zadłużenia państwa. Obowiązuje on już na poziomie centralnym, a od 2020 r. również landy będą musiały wykazywać się zrównoważonymi budżetami rocznymi. Dzięki temu niemieckie zadłużenie nadal będzie spadać i do końca dekady powinno osiągnąć poziomu 60 proc. PKB.

Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest źle? Ekspertów OECD niepokoi, że niemiecki PKB rośnie bardzo powoli – wolniej niż w USA, a ostatnio także w innych najbardziej rozwiniętych państw UE. Przewidują, że w tym roku wzrost PKB Niemiec wyniesie 1,3 proc., a w 2017 r. 1,7 proc., czyli mniej więcej tyle, co w dwóch ostatnich latach. Od kilku lat w Niemczech nie rośnie wydajność pracy. O ile w przypadku przetwórstwa przemysłowego jest i tak lepiej niż przed kryzysem, to w sektorze usług wydajność pracy jest na poziomie sprzed dekady. OECD niepokoi również fakt, że dochody kobiet w Niemczech są znacznie niższe od tego, co zarabiają mężczyźni. Różnica wynosi już ponad 40 proc. i należy do najwyższych wśród krajów rozwiniętych.

Największym niemieckim deficytem wskazywanym w raporcie jest niski poziom inwestycji prywatnych i publicznych. W sektorze budownictwa mieszkaniowego Niemcy wypadają jeszcze dobrze (przeznaczają na to prawie 6 proc. PKB i wyprzedzają najbardziej rozwinięte kraje UE), ale wielkość pozostałych inwestycji w Niemczech (14 proc. PKB) jest znacząco niższa niż np. w Szwecji (19 proc.), czy Francji (16 proc.). Dzieje się tak, mimo że nastroje wśród konsumentów są dobre, a polityka monetarna Europejskiego Banku Centralnego zachęca banki do bardziej ekspansywnej akcji kredytowej.

Niemieckie przedsiębiorstwa nie rozwijają jednak swoich planów inwestycyjnych, kumulują kapitał i nie korzystają z tanich kredytów. Relatywnie mało inwestują w wiedzę, bez czego nie nastąpi konieczny wzrost wydajności pracy. Eksperci OECD mają kłopot, by wyjaśnić tę zagadkę. „Niemcy muszą więcej inwestować żeby sprostać wyzwaniom demograficznym i erze cyfrowej” – wzywał w Berlinie sekretarz generalny OECD Angel Gurría.

Poza apelem do niemieckiego świata biznesu i polityki o większe inwestycje Gurría przedstawił konkretne działania, które powinni podjąć decydenci i przedsiębiorcy w Niemczech, by ich kraj mógł się szybciej rozwijać. W raporcie widać duże starania o zachowanie odpowiedniego dyplomatycznego języka w stosunku do niemieckich odbiorców (np. „Przy przyznawaniu państwowych projektów inwestycyjnych i zarządzaniu nimi istnieje pole do zwiększanie efektywności.”).

Niektóre z recept mogą być jednak trudne do zrealizowania. Eksperci OECD zachęcają m.in. do zmiany w konstytucji RFN, która umożliwiłaby władzom federalnym m.in. inwestowanie w infrastrukturę przedszkolną, co obecnie należy do prerogatyw gmin. Wątpliwe, by taki postulat mógł być w najbliższym czasie rozpatrywany. Kilka innych propozycji prorozwojowych wydaje się bardziej realnych i mogłyby, być stosowane także w innych krajach, w tym i w Polsce.

Już dziś ponad 30 proc. Niemców ma więcej niż 65 lat. Odsetek ten jest jednym z najwyższych na świecie i jeszcze będzie rósł w najbliższych latach (podobnie jak w Polsce). Masowy napływ ponad miliona imigrantów do Niemiec, spośród których ponad połowa nie przekroczyła 35 roku życia, poprawia strukturę demograficzną, ale długo nie będzie miał pozytywnego wpływu na niemiecki system ubezpieczeń społecznych.

OECD proponuje w związku z tym kilka rozwiązań, wśród których kluczowe jest przedłużenie aktywności osób starszych – poprzez różnego rodzaju zachęty, a także poprzez podwyższenie wieku emerytalnego w Niemczech. Obecnie jest on podwyższany z 65. do 67. roku życia (dzieje się to stopniowo do 2029 r.), ale zdaniem autorów Przeglądu Gospodarczego to nie wystarczy i powinno nastąpić automatyczne połączenie ustawowego wieku emerytalnego z aktualną długością życia. Tego rodzaju indeksacja obwiązuje już np. w Danii, gdzie co 5 lat parlament zajmuje się podwyższeniem wieku emerytalnego, co zapewnia stabilność systemu ubezpieczeń społecznych.

Dodatkowo eksperci OECD proponują obniżenie wysokości podatkowo-składkowych obciążeń pracy. Teraz w Niemczech sięgają one już 45 proc. i należą do najwyższych wśród krajów OECD (średnia wynosi 32 proc., w Polsce – dla porównania – to ok. 35 proc.). W zamian państwo mogłoby refinansować swoje potrzeby z przychodów z podatku katastralnego i wyższego opodatkowania dóbr konsumpcyjnych, likwidując istniejące ulgi i zwolnienia. Konieczna jest również aktywizacja kobiet, których zbyt wiele pracuje tylko na część etatu. Według OECD jest to wynik obecnego systemu podatkowego, który sprawia, że w razie podjęcia pracy przez drugiego małżonka znacząco rosną ich wspólne obciążenia fiskalne. Rozwiązaniem miałaby być likwidacja wspólnego rozliczania PIT przez małżonków. W zamian za to należałoby wprowadzić odpowiednio wysoką wolną kwotę od podatku dla drugiego żywiciela rodziny.

OECD krytycznie ocenia również niemiecki system wsparcia rodzin poprzez wypłacanie zasiłków na dzieci (Kindergeld; 190 euro na pierwsze i drugie dziecko, na trzecie 196 euro, na każde kolejne 221 euro). Koszt tego programu wynosi aż 1,1 proc. niemieckiego PKB i zdaniem ekspertów nie ma on pozytywnego wpływu na zmniejszanie się ubóstwa rodzin, a promuje zawodową bierność części rodziców. W ich opinii znacznie lepszym rozwiązaniem są dodatki na dziecko (Kinderzuschlag) wypłacane wyłącznie najuboższym rodzinom. Obecnie ich wysokość wynosi 140 euro na dziecko, a od lipca 2016 r. wzrośnie do 160 euro.

Łączny koszt tego rozwiązania dla państwa jest dość niski (0,1 proc. PKB), pomoc dociera do realnie potrzebujących i nie zachęca do rezygnacji z pracy zawodowej – zachwalają analitycy OECD. Według nich znacznie bardziej efektywne byłoby przeznaczenie publicznych pieniędzy w system opieki nad dziećmi, wychowanie przedszkolne i całodniowe szkoły, co dałoby kobietom umożliwiłoby szansę na większą aktywność zawodową.

OECD szacuje, że roczne koszty wynikające z konieczności integracji uchodźców będą w najbliższych dwóch latach wynosić każdorazowo 0,25 proc. PKB. Inaczej niż wielu niemieckich ekspertów autorzy raportu OECD oceniają jednak, że imigranci są szansą dla Niemiec i w niedługim czasie będą pomagać w rozwoju gospodarczym kraju. Konieczna jest jednak ich szybka integracja: nauka języka, kursy zawodowe i zniesienie biurokratycznych barier w dostępie do rynku pracy. Chodzi m.in. o to, by szybciej mogły być uznawane ich kwalifikacje zawodowe, a osoby ubiegające się o azyl były tak samo traktowane jak obywatele krajów UE. Niemcy mogą się pochwalić sukcesami w integracji cudzoziemców, ale z tak dużym wyzwaniem nigdy nie mieli do czynienia. W ostatnich latach większość osiedlających się w tym kraju nie pochodziła z Bliskiego Wchodu i Afryki Północnej, lecz z krajów Europy wschodniej i południowej.

Według OECD dla szybszego rozwoju gospodarczego Niemiec konieczne są także deregulacja i liberalizacja. Samo otwarcie dostępu do zawodów wolnych zawodów takich jak prawnicy, architekci, czy inżynierowie budowlani mogłoby zwiększyć łączną wydajność w całej gospodarce o 2 proc. Jako wzór podawane są Wielka Brytania i Holandia, gdzie nastąpiła deregulacja usług notarialnych. Aż w 41 zawodach rzemieślniczych w Niemczech potrzeba egzaminu mistrzowskiego, by mieć prawo do jego samodzielnego wykonywania. Wcześniej, konieczny jest oczywiście odpowiednio długi staż czeladniczy. Reguły te należy według ekspertów OECD traktować nie jako gwarancję jakości świadczonych usług, ale ograniczenie dostępu do rynku skierowane przeciwko nowym firmom.

Dodatkowo w Niemczech silna jest pozycja dawnych monopolistów, którzy przy wsparciu instytucji odpowiedzialnych za dany sektor mogą łatwo ograniczyć rozwój konkurencji. Chodzi tu m.in. o sektor telekomunikacyjny, kolej i usługi pocztowe. OECD doradza, by niemieckie władze pozbyły się udziałów w tych firmach, a także w branży motoryzacyjnej i bankach. Instytucje finansowe z udziałem niemieckiego skarbu państwa posiadają aż 40 proc. udziałów w rynku.

Tymczasem w ocenie OECD regionalne banki należące w części do landów nie są ani bardziej efektywne, ani nie wzmacniają akcji kredytowej dla przedsiębiorstw, ani też nie zarządzają w sposób bardziej bezpieczny powierzonym kapitałem. Na razie jednak planowana jest tylko prywatyzacja jednego z siedmiu landesbanków. Ciekawym postulatem OECD wobec Niemiec jest wprowadzenie wzorem Holandii i Australii regularnych badań prowadzonych przez niezależną od władz instytucję, które pozwoliłyby ocenić realny wpływ decyzji politycznych i regulacyjnych na gospodarkę.

Koniecznych działań, które będą sprzyjać rozwojowi społeczno-gospodarczemu, jest według OECD znacznie więcej: należy m.in. podnieść efektywność energetyczną niemieckiej gospodarki, poprawić stan zdrowia publicznego i jakość życia osób starszych. Bez tego wszystkiego Niemcom będzie trudno odnieść sukces w erze czwartej rewolucji przemysłowej – przestrzegają autorzy raportu OECD.

„Nie wystarczy wiedzieć i chcieć, ale trzeba to stosować i działać” – apeluje do Niemców Angel Gurría, powołując się na słowa Johanna Wolfganga Goethego. Ale czy niemieccy politycy go posłuchają? W przyszłym roku mają wybory, a kolejny Przegląd Gospodarczy OECD dopiero za dwa lata.