Francja i Niemcy narzucą Europie swoje przepisy? Wielki protest przewoźników z 13 krajów

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
14 czerwca 2016, 14:37
Transportowcy z kilkunastu krajów europejskich protestowali we wtorek w Brukseli przeciwko niemieckim i francuskim przepisom o płacy minimalnej, które oznaczają dla nich utrudnienia w dostępie do rynków. KE ma w czwartek podjąć kroki, by bronić przewoźników.

Na manifestacji na rondzie w centrum dzielnicy europejskiej zebrało się kilkadziesiąt osób z firm i zrzeszeń z Kierowcy i firmy z tych krajów obawiają się, że niemieckie i francuskie regulacje będą oznaczały wykluczenie ich z tych rynków.

"Niektóre państwa chcą wprowadzać ograniczenia i eliminować konkurentów zagranicznych ze swoich rynków. To absolutnie niezgodne z zasadami funkcjonowania UE, traktatami, na podstawie których wchodziliśmy do Unii. Temu się absolutnie sprzeciwiamy" - mówił dziennikarzom w czasie protestu prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych (ZMPD) w Polsce Jan Buczek.

Jak podkreślał, już teraz wiele firm rezygnuje z kursów do Niemiec, a za chwilę będzie rezygnowało z jazdy do Francji w obawie przed obciążeniami administracyjnymi i potencjalnymi idącymi w dziesiątki tysięcy euro karami w razie niedopełnienia nowych obowiązków.

Z informacji PAP ze źródeł unijnych wynika, że w czwartek Komisja Europejska ogłosi wszczęcie procedury o naruszenie unijnego prawa wobec Francji, a także zażąda od Niemiec kolejnych wyjaśnień dotyczących stosowania kontrowersyjnego prawa. Nie będzie to jednak jeszcze przejście do drugiego etapu wszczętej w ubiegłym roku procedury wobec Berlina.

"Zdaniem KE asymetryczne stosowanie krajowych przepisów o płacy minimalnej do wszystkich operacji transportu międzynarodowego wykonywanych na terenie kraju członkowskiego może wychodzić poza to, co jest konieczne. Stwarza to ryzyko dla rynku wewnętrznego" - powiedział PAP rzecznik KE ds. transportu Jakub Adamowicz.

W przypadku Niemiec chodzi o przepisy MiLoG, które obowiązują od 1 stycznia 2015 roku, a Francji - Loi Macron, które wejdą w życie 1 lipca 2016 roku. Regulacje te poza wprowadzeniem płacy minimalnej obejmującej również kierowców w transporcie międzynarodowym wprowadzają szereg wymogów administracyjnych, jak np. konieczność dokumentacji w miejscowym języku.

"Protestujemy przeciwko stosowaniu tych przepisów wobec firm i obywateli innych niż rezydenci tych dwóch krajów. To nie jest normalne, by rumuńska firma transportowa przewożąca coś do Hiszpanii musiała stosować te zasady, które wprowadza Francja i które są sprzeczne z regulacjami dotyczącymi płacy minimalnej w Rumunii" - powiedział PAP sekretarz generalny związku transportowców UNTRR w Rumunii Radu Dinescu.

Demonstranci otrzymali wsparcie od polskich eurodeputowanych. Jak podkreślał Dariusz Rosati (PO) niemieckie i francuskie regulacje to złamanie zasad jednolitego rynku i swobodnego świadczenia usług. "Polscy przewoźnicy stosują stawki takie, jakie są w Polsce. Kierowcy są z tych stawek zadowoleni, chętnie pracują. Podniesienie ich do poziomu niemieckiego oznaczałoby po prostu wykończenie konkurencji" - mówił PAP Rosati.

Zrzeszenia transportowców z 11 krajów unijnych wystosowały we wtorek pismo do szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude'a Junckera, w którym podkreślają, że praktyki Paryża i Berlina to łamanie zasad unijnych.

"Wpływ tych środków protekcjonistycznych na nasz sektor jest ogromny, powoduje duże obciążenie administracyjne, organizacyjne i finansowe, a w konsekwencji doprowadzi do dramatycznego wzrostu kosztów, utraty konkurencyjności i wykluczenia z rynków" - czytamy we wspólnej uchwale skierowanej do Junckera.

Przemysław Ambrożewicz z działającej na terenie Belgii firmy logistycznej Adampol przyszedł, by protestować, bo - jak mówił - niemieckie i francuskie przepisy to spore utrudnienia. "Mamy wielu kontrahentów z Francji, mamy biuro w porcie w Antwerpii i te rozwiązania prawdopodobnie będą nam blokować dostęp do rynku" - ocenił w rozmowie z PAP.

Z inicjatywy Polski budzące kontrowersje przepisy były na początku miesiąca tematem dyskusji na spotkaniu ministrów transportu państw UE w Luksemburgu. Nie zapadły wówczas żadne decyzje, ale stanowisko naszego kraju poparło kilkunastu ministrów wysyłając mocny sygnał do KE, by poważnie zajęła się tą sprawą.

>>> Czytaj też: 25 zł za viaAUTO. Tanie urządzenia odkorkują autostrady?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj