Prezes UOKiK ostro ocenił działania sektora bankowego, sugerując, że banki lobbują i chcą ograniczyć odpowiedzialność wobec konsumentów - „wybić zęby” sankcji kredytu darmowego. Jak pan na to odpowie?
Nie chcę prowadzić sporu z Prezesem UOKiK. ZBP od 35 lat uczestniczy w procesach legislacyjnych jako profesjonalna izba gospodarcza. Naszą rolą jest pokazywanie skutków regulacji dla klientów, sądów, sektora i gospodarki. Nasze analizy i postulaty odnośnie sankcji zgłaszaliśmy publicznie już od 2024 r. Kierujemy się prostą logiką: skoro przepisy o SKD, w ciągu 3-4 ostatnich lat są podstawą 25 tys. spraw w sądach, 15 pytań prejudycjalnych (w tym 7 zakończonych), a także 2 wniosków do SN o rozstrzygniecie zagadnienia prawnego, to problem nie leży po stronie kredytodawców, ale niejasnej, nieproporcjonalnej konstrukcji SKD. To problem systemowy, potwierdzony stanowiskiem KSF i innych organów i systemowo powinien zostać rozwiązany. Nie zgadzam się też z przeciwstawianiem banków konsumentom. Klient jest fundamentem działalności banków, a zaufanie klientów jest najważniejszym aktywem sektora. Przejrzyste przepisy i reguły funkcjonowania kredytodawców właśnie takie zaufanie budują. I o to wciąż postulujemy.
Dlaczego prace nad wdrożeniem CCD2 budzą tak duże emocje? Czy to spór o interesy banków?
Nie. To spór o jakość prawa. Dyrektywa CCD2 obowiązuje w całej UE, ale tylko w Polsce SKD tworzy tak poważne ryzyko systemowe. To pokazuje, że problem leży w krajowym sposobie projektowania przepisów. Jeśli prawo jest niejednoznaczne i nieproporcjonalne, powstaje masowy rynek sporów, na którym często bardziej niż konsument korzystają podmioty wyspecjalizowane w procesach. W wyroku C-472/23 TSUE potwierdził, że SKD nie może być automatyczną sankcją za każde uchybienie. Musi być proporcjonalna do wagi naruszenia i możliwości oceny przez konsumenta zakresu jego zobowiązania. W Polsce mamy bardzo silne i aktywne organy ochrony konsumenta i to na nich, a nie na kancelariach odszkodowawczych powinien być budowany system ochrony konsumenta. Dlatego ustawa musi być jasna, wykonalna i oparta na rzetelnej ocenie skutków regulacji. Ochrona konsumenta jest konieczna, ale nie może prowadzić do chaosu prawnego.
Duże emocje budzi reforma wskaźników referencyjnych. Trwają intensywne prace nad odejściem od WIBOR-u. Na jakim etapie jesteśmy?
Dokładnie dwa tygodnie temu GPW Benchmark oraz Komisja Nadzoru Finansowego wydały komunikaty o rozpoczęciu procesu uporządkowanej likwidacji WIBOR-u. To oznacza, że pozostanie on z nami znacznie dłużej niż pierwotnie zakładano, aż do 1 stycznia 2037 r. Intencją tej decyzji jest zezwolenie, aby jak największa liczba już istniejących umów i instrumentów finansowych wygasła w sposób naturalny. Chcemy uniknąć masowej, przymusowej konwersji ustawowej, która byłaby procesem niezwykle skomplikowanym logistycznie oraz gigantycznym wyzwaniem prawnym. Po drugie, kluczowym elementem staje się WIRON. Bieżący rok będzie miał fundamentalne znaczenie dla pierwszych procesów wdrożeniowych tego wskaźnika.
Okres od ogłoszenia decyzji o likwidacji WIBOR-u do końca tego roku traktowany jest jako przejściowy. Wskaźnik ten może jeszcze formalnie pojawiać się w nowych produktach, ale istnieje mocne oczekiwanie, aby banki sukcesywnie wdrażały WIRON. Od 1 stycznia 2027 r. wszystkie nowe produkty, umowy, obligacje czy instrumenty finansowe będą mogły być oparte wyłącznie na nowym wskaźniku. Spodziewam się, że w połowie 2026 r. nastąpi ich wysyp. Pierwszy taki produkt kredytowy dla sektora MŚP pojawił się pilotażowo już jesienią 2025 r., za sprawą Banku Pekao SA.
Czy pana zdaniem na polskim rynku dochodzi do instrumentalnego wykorzystywania pytań prejudycjalnych do TSUE przeciwko sektorowi bankowemu?
Niestety, fakty mówią same za siebie. Jeśli spojrzymy na statystyki pytań prejudycjalnych kierowanych do TSUE, Polska jest niechlubnym liderem. Nasze analizy i obserwacje z pozycji banków, które są stronami tych postępowań, pokazują wprost: w absolutnej większości przypadków, a w niektórych kategoriach spraw wręcz w 100 proc., pytania te są inspirowane przez kancelarie prawne i odszkodowawcze. To one wysyłają do sądów gotowe wnioski o zadanie pytania do TSUE. Wyłącznym celem jest uzyskanie jakichkolwiek pozytywnych wskazówek ze strony Trybunału, które pozwolą tym kancelariom rozkręcić akcję procesową i maksymalizować własne zyski. Mamy do czynienia z jaskrawą instrumentalizacją haseł o ochronie praw konsumenta, która z realną ochroną nie ma nic wspólnego. Podam przykład, inicjatorami pytań do TSUE w zakresie sankcji kredytu darmowego (SKD) bywały podmioty, których model biznesowy opiera się na masowym skupowaniu wierzytelności za 10-15 proc. wartości. Potem dochodzą one przed sądem 100 proc. roszczeń, zasłaniając się przepisami o ochronie konsumenta. Tylko że prawdziwego konsumenta tam już dawno nie ma.
Polska jest dziś krajem o najwyższym poziomie ryzyka prawnego w sektorze bankowym w UE. Doprowadziliśmy do sytuacji bez precedensu nie tylko w Europie, ale i w całym cywilizowanym świecie. Nie ma drugiego takiego państwa, w którym ryzyko prawne ważyłoby w ocenie instytucji finansowych więcej niż ryzyko kredytowe. Całe to zjawisko ma swoje bezpośrednie źródło właśnie w instrumentalizacji prawa i oferowaniu masowych możliwości podważania niemal każdej umowy i każdej relacji, jaka funkcjonuje na linii klient – bank.
Organizator
partner
