Bankowcy mocno przeceniają popyt, więc w praktyce o oczekiwanych tłumach chętnych na kredyt nie ma mowy. Okazuje się, że miesiącami „przeganiani” przez banki klienci nie są skorzy wracać, nawet gdy polityka kredytowa staje się bardziej przyjazna. Najbardziej „obrazili się” na banki poszukujący kredytów konsumpcyjnych. Do bankowych okienek nie chce się też pukać dużym przedsiębiorstwom potrzebującym krótkoterminowego finansowania.
Cokwartalna ankieta banku centralnego wśród przewodniczących komitetów kredytowych pokazuje, jak mocno banki „przestrzeliły” w szacowaniu zainteresowania pożyczaniem pieniędzy. Zaskoczyli wszyscy - od klientów indywidualnych po wielkie korporacje. Gdy w IV kwartale 2009 r. klienci indywidualni zdziwili banki większym popytem na kredyty mieszkaniowe, tym razem było odwrotnie. Wbrew oczekiwaniom połowy banków, że gotowych wziąć kredyt na początku roku przybędzie, wzrost popytu odnotowała jedynie co piąta instytucja. To jednak nic w porównaniu z zaskoczeniem, jakie przygotowali potencjalni klienci w przypadku kredytów konsumpcyjnych. Wygląda na to, że niemal nie chcą oni pieniędzy banków. Zamiast wzrostu popytu na finansowanie konsumpcji spodziewanego w blisko 40 proc. instytucji, w połowie doszło do spadku. Takiego rozdźwięku między oczekiwaniami a rzeczywistością nie było od co najmniej 6 kwartałów.
Bardzo mocno rozminęło się to również z prognozami zainteresowania kredytami krótkoterminowymi przez duże firmy. Wbrew około 70 proc. wskazań, że w I kwartale będzie ich więcej, doszło do sporego spadku sprzedaży kredytów krótkoterminowych. Co było pewnie szczególnie bolesne, popyt mocno spadł również w porównaniu z IV kwartałem 2009 r. Najwyraźniej po okresie kredytowej posuchy, nawet gdy banki zaczęły otwierać się na kredytowanie, firmy starają się nadal radzić sobie same. Niewiele lepiej było z kredytami długoterminowymi dużych przedsiębiorstw. Między oczekiwaniami a realizacją jest 50 proc. rozstrzał. Lepiej udało się przewidzieć ruchy małych i średnich firm, szczególnie popyt na kredyty długoterminowe.
Choć wydawałoby się, że zachowania klientów kredytowych nie powinny interesować osób z oszczędnościami, to jednak jest zupełnie inaczej. Mniejszy popyt na kredyty nie będzie dopingował banków do walki o depozyty.
Od 2009 Analityk Gold Finance, ekspert w zakresie produktów bankowych
Od 2007 do 2009 Dziennik
Od 2000 do 2007 Gazeta Giełdy Parkiet, dział giełdowy
Od 1999 do 2000 Prawo i Gospodarka
Od 1998 do 1999 Gazeta Giełdy Parkiet
Od 1997 do 1998 Prawo i Gospodarka
Od 1994 do 1997 Gazeta Stołeczna, dodatek do Gazety Wyborczej
Halina Kochalska rozpoczęła studia w 1990 roku na wydziale Politologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, specjalność dziennikarstwo. Dyplom uzyskała już
na wydziale dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. W trakcie studiów współpracowała z krakowską redakcją Gazety Wyborczej, po zmianie uczelni
na Uniwersytet Warszawski została zatrudniona w redakcji Gazety Stołecznej. Od 1997 roku pisała artykuły o tematyce gospodarczej dla Prawa i Gospodarki. Specjalizowała się
w temacie prywatyzacji i spółek giełdowych. Doświadczenie w dziennikarstwie finansowym zdobywała w również Parkiecie, gdzie jako pierwsza kobieta została zatrudniona w dziale giełdowym. Z Gazetą Giełdy Parkiet była związana przez niemal 4 lata. Od 2007 jako dziennikarka finansowa Dziennika specjalizowała się w tematyce bankowości i produktów bankowych
W październiku 2009 roku Halina Kochalska dołączy do grona analityków Gold Finance jako ekspert w dziedzinie sektora bankowego oraz usług i produktów bankowych.
