Zapewniają jedynie, że nie każą im czekać do ostatniej chwili, czyli do końca lipca.
Obecnie w każdym banku trwa ustalanie własnej możliwej do zaakceptowania relacji rat kredytowych do dochodów netto klienta (poziomu DtI). Swoje stanowisko banki muszą odpowiednio uzasadnić i o ustaleniach poinformować Komisję Nadzoru Finansowego. Znowelizowana rekomendacja T nie przewiduje już bowiem odgórnego ograniczenia wysokości rat kredytów do dochodów klienta. Brak ograniczeń nadzoru nie sprawi, że wszystkie banki staną się nagle bardziej liberalne, z pewnością zaczną się jednak bardziej od siebie różnić. Zwiększą się szanse klienta odesłanego z kwitkiem w jednym m iejscu na uzyskanie kredytu gdzie indziej.
Najbardziej skorzystają amatorzy kredytów ratalnych
Nowa rekomendacja T pozwala również na stosowanie uproszczonych zasad badania zdolności kredytowej klientów. Według tych reguł, banki tylko na dowód mogą udzielić nieznanym klientom kredytu ratalnego w wysokości 14,7 tys. zł (czterokrotność przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw, w styczniu było 3680 zł). To praktycznie otwiera na uproszczoną procedurę pożyczania cały rynek kredytów ratalnych – zwraca uwagę ekspert jednego z banków consumer finanse.
Rata takiego maksymalnego kredytu ratalnego, udzielonego wyłącznie na wiarę w wysokość dochodów klienta, to całkiem niebagatelna kwota. Przy kredycie na rok jest to ok. 1300-1400 zł miesięcznie.
Wyjątkowe poluzowanie zasad udzielania kredytów ratalnych przez nową rekomendację T ma swoje powody. Jak wynika ze statystyk prowadzonych przez Biuro Informacji Kredytowej, to właśnie te kredyty w ostatnich latach najbardziej wymykały się bankom z rąk. W minionym roku kredytów ratalnych średnio ubyło o około 130 tys. sztuk miesięcznie w porównaniu rokiem 2011. W efekcie bankowa sprzedaż kredytów konsumpcyjnych ogółem spadła do około pół miliona sztuk miesięcznie.
W szacunkach BIK pozabankowy rynek pożyczek gotówkowych to około 10 proc. rynku bankowego, co oznacza, że korzysta z niego już ok. 1,5 mln klientów. Ponieważ są to pożyczki na niewielkie kwoty, ich udział w wartości udzielanych kredytów jest kilkukrotnie mniejszy.
Lepiej też dla zarabiających w szarej strefie
Więcej wiary w deklaracje o osiąganych zarobkach i brak przymusu opierania się wyłącznie na zaświadczeniach o dochodach, to również ponowne otwarcie drzwi przed klientami, którzy nie wszystkie swoje dochody są w stanie udokumentować. Obecnie w bankach nie mają one czego szukać i tu zapewne również leży przyczyna powodzenia usług firm pozabankowych.
Po zmianie, deklaracje o uzyskiwanych dochodach w połączeniu z udokumentowaną współpracą z bankiem w postaci np. regularnej spłaty kredytów czy konta osobistego, mogą ukazać ich w korzystniejszym świetle niż oficjalne zaświadczenia od pracodawcy. Teraz właściwie bank nie mógł brać pod uwagę wyższych wpływów na konto, ani też uwzględniać na korzyść kredytowanego klienta np. posiadanych depozytów. Tymczasem zmieniona rekomendacja T pozwala bankowi pożyczyć klientowi pieniądze na podstawie historii współpracy. Jeśli staż wynosi co najmniej sześć miesięcy, bank na uproszczonych zasadach może pożyczyć równowartość sześciokrotności przeciętnych dochodów w przedsiębiorstwach. To kwota ponad 22 tys. zł. Jeśli klient związany jest z bankiem co najmniej 12 miesięcy, to w grę wchodzi dwa razy wyższa kwota.
Rekomendacja precyzuje również, że limity kwot możliwych do pożyczenia na uproszczonych zasadach nie są pomniejszane o wcześniej pożyczone w danym banku sumy. Oczywiście, o ile dotychczasowe zadłużenie jest obsługiwane terminowo, a wzrost zadłużenia nie spowoduje przekroczenia maksymalnego, przyjętego przez bank poziomu DtI. Wygląda więc na to, że osoby z wysoką zdolnością kredytową i długim stażem współpracy z bankiem, będę mogły uzyskać w uproszczonym trybie kwoty wyższe niż 44 tys. zł, choć nie na jeden wniosek kredytowy.
Osoby nieznane bankowi mają możliwość pożyczenia w szybszym trybie równowartość jednego wynagrodzenia czyli 3680 zł.
Bez weryfikowania dochodów klienta bank będzie mógł również dołożyć się do zakupu samochodu. Jest jednak kilka warunków: pojazd nie może mieć więcej niż trzy lata, przynajmniej połowę ceny zakupu wyłoży sam zainteresowany, a bank ma odpowiednie narzędzia analizy zdolności kredytowej do takiego działania.
Kredyty balonowe na auta najwyżej pięcioletnie
Rekomendacja T szczegółowo zajęła się również kredytami balonowymi, czyli takimi, których spłata nie odbywa się co miesiąc, lecz spora część kapitału lub odsetek spłacana jest na koniec okresu umowy kredytowej. Rozwiązanie to popularne jest np. w finansowaniu zakupu aut i zapewne nadal tak będzie, bo rekomendacja T pozostawia wolną rękę bankom w udzielaniu kredytów balonowych pod warunkiem, że finansują pojazd nie starszy niż pięć lat, licząc od daty produkcji.
W pozostałych przypadkach nadzór daje zgodę na pożyczenie w ten sposób sumy, która wraz z odsetkami nie przekroczy równowartości trzech średnich wynagrodzeń w przedsiębiorstwach, czyli 11 tys. zł. Na więcej mogą liczyć jedynie klienci, współpracujący z bankiem dłużej niż pół roku i tylko wtedy, gdy kredyt jest zabezpieczony.
W nowej rekomendacji T uwagę zwraca fakt, że liberalizacja dotyczy wszystkich banków bez względu na ich kondycję finansową. Wcześniej planowano uproszone procedury badania zdolności kredytowej dopuścić wyłącznie z wysokim wskaźnikiem wypłacalności.
Nadzór próbuje innego sposobu mobilizacji. Nakazuje bankom, aby system motywacyjny wynagradzania pracowników zaangażowanych w proces kredytowy, powiązać z jakością obsługi sprzedanych kredytów.
Czy uda się zdążyć przed majową górką?
Nowa wersja rekomendacji T częściowo ułatwi działanie bankom i z pewnością pozwoli powrócić części klientów ze sfery pozabankowej do instytucji znajdujących się pod nadzorem finansowym. Nie uda się to jednak osobom z zepsutą historią kredytową, bo banki mają obowiązek sprawdzania klienta w Biurze Informacji Kredytowej, a gdy to jest uzasadnione, również w Biurach Informacji Gospodarczej. Można się spodziewać, że po rozluźnieniu części wymogów, bankom będzie jeszcze trudniej przymknąć oko na wcześniejsze kłopoty ze spłatą.
Rozmach liberalizacji świadczy o tym, że nie chodzi tylko o odzyskanie klientów parabanków, ale również o ożywienie akcji kredytowej i popytu wewnętrznego. W parze z obniżonymi do rekordowo niskiego poziomu stopami procentowymi, o ile przełożą się na koszty kredytów, plan ten nabiera bardziej realnych kształtów. Dla wzrostu zainteresowania kredytami konsumpcyjnymi kluczowa jest jednak korzystna koniunktura gospodarcza i wiara klientów, że będą mieli z czego spłacić pożyczone pieniądze. Obecnie trudno sobie wyobrazić run klientów na banki po kredyty. Choć, jak widać po kampaniach reklamowych pożyczek gotówkowych, banki dwoją się i troją, aby do takiego szturmu przekonać klientów. Czy uda się bankom wykorzystać liberalizację, aby zwiększyć tradycyjnie już wyższą górkę kredytową w maju, dopiero się okaże. Pewne jest jednak, że rygorystyczna wersja rekomendacji T nie osiągnie nawet wieku przedszkolnego, kończąc żywot po dwóch latach i siedmiu miesiącach.
Obecnie w każdym banku trwa ustalanie własnej możliwej do zaakceptowania relacji rat kredytowych do dochodów netto klienta (poziomu DtI). Swoje stanowisko banki muszą odpowiednio uzasadnić i o ustaleniach poinformować Komisję Nadzoru Finansowego.
Znowelizowana rekomendacja T nie przewiduje już bowiem odgórnego ograniczenia wysokości rat kredytów do dochodów klienta. Brak ograniczeń nadzoru nie sprawi, że wszystkie banki staną się nagle bardziej liberalne, z pewnością zaczną się jednak bardziej od siebie różnić. Zwiększą się szanse klienta odesłanego z kwitkiem w jednym m iejscu na uzyskanie kredytu gdzie indziej.
Od 2009 Analityk Gold Finance, ekspert w zakresie produktów bankowych
Od 2007 do 2009 Dziennik
Od 2000 do 2007 Gazeta Giełdy Parkiet, dział giełdowy
Od 1999 do 2000 Prawo i Gospodarka
Od 1998 do 1999 Gazeta Giełdy Parkiet
Od 1997 do 1998 Prawo i Gospodarka
Od 1994 do 1997 Gazeta Stołeczna, dodatek do Gazety Wyborczej
Halina Kochalska rozpoczęła studia w 1990 roku na wydziale Politologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, specjalność dziennikarstwo. Dyplom uzyskała już
na wydziale dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. W trakcie studiów współpracowała z krakowską redakcją Gazety Wyborczej, po zmianie uczelni
na Uniwersytet Warszawski została zatrudniona w redakcji Gazety Stołecznej. Od 1997 roku pisała artykuły o tematyce gospodarczej dla Prawa i Gospodarki. Specjalizowała się
w temacie prywatyzacji i spółek giełdowych. Doświadczenie w dziennikarstwie finansowym zdobywała w również Parkiecie, gdzie jako pierwsza kobieta została zatrudniona w dziale giełdowym. Z Gazetą Giełdy Parkiet była związana przez niemal 4 lata. Od 2007 jako dziennikarka finansowa Dziennika specjalizowała się w tematyce bankowości i produktów bankowych
W październiku 2009 roku Halina Kochalska dołączy do grona analityków Gold Finance jako ekspert w dziedzinie sektora bankowego oraz usług i produktów bankowych.
