W komentarzu opublikowanym na łamach brytyjskiego dziennika "The Independent" Robert Fox ocenił, że rosyjski przywódca może postrzegać najbliższe dwa miesiące jako ostatnią szansę na odwrócenie sytuacji w wojnie przeciwko Ukrainie. Według analityka Moskwa może wierzyć, że zwycięstwo jest coraz bliżej, a nadchodzący okres stwarza możliwość zwiększenia presji militarnej i politycznej.
Ostatnia szansa dla Kremla. Władimir Putin gotowy na szaleńczy krok
Fox wskazuje, że na takie kalkulacje Kremla mogą wpływać napięcia wewnątrz NATO, niejednoznaczne sygnały płynące ze strony administracji prezydenta USA Donalda Trumpa oraz sytuacja na Bliskim Wschodzie i w Zatoce Perskiej. Za jeden z najważniejszych czynników uznaje także osłabienie ukraińskiej obrony przeciwlotniczej.
Zdaniem eksperta rosyjskie kierownictwo może interpretować to jako oznakę słabości Zachodu i szansę na zwiększenie nacisku na państwa europejskie. Drugim sygnałem wymienianym przez Foxa jest nasilająca się rosyjska kampania informacyjna oraz działania mające destabilizować sytuację w Europie. Analityk zwraca uwagę na oskarżenia kierowane przez Kreml pod adresem państw bałtyckich.
Rosja miała rozpowszechniać twierdzenia, że kraje bałtyckie tworzą ukraińskie bazy oraz pomagają w kierowaniu atakami dronów dalekiego zasięgu na rosyjskie terytorium. Fox przypomina również, że rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa oraz sekretarz Rady Bezpieczeństwa Rosji Mikołaj Patruszew oskarżali Łotwę o "bezpośredni udział w wojnie po stronie Ukrainy".
Prowokacje blisko granic NATO. Rosja testuje czujność Zachodu
W ocenie analityka elementem tej presji są także incydenty wojskowe. Jako przykład wskazuje zdarzenie z rosyjskim samolotem rozpoznawczym Tu-95, który pojawił się w pobliżu grupy operacyjnej NATO prowadzącej ćwiczenia na Morzu Norweskim.
Maszyna miała zbliżyć się do brytyjskiego lotniskowca HMS Prince of Wales i zrzucić około 20 boi hydroakustycznych. Samolot został przechwycony przez dwa brytyjskie myśliwce F-35. Fox określił ten ruch jako demonstracyjny, a nawet "nieco dziecinny", jednak podkreślił, że mógł on mieć konkretny cel rozpoznawczy.
"Nawet gdyby boje działały tylko przez kilka minut, mogłyby pomóc w ustaleniu, jakie dokładnie okręty podwodne NATO znajdują się w tym rejonie" - wyjaśnia ekspert.
Fox zwraca również uwagę na aktywność rosyjskich okrętów podwodnych, zarówno załogowych, jak i bezzałogowych. Według niego jednostki te coraz częściej pojawiają się na Morzu Północnym, Morzu Irlandzkim oraz w rejonie kanału La Manche.
Celem tych działań ma być między innymi obserwacja infrastruktury krytycznej, w tym podwodnych kabli i rurociągów paliwowych. Analityk uważa, że tego typu aktywność pokazuje, iż konflikt wokół Ukrainy coraz mocniej wpływa na bezpieczeństwo całego regionu.
"Coraz silniejsze staje się poczucie, że wojna stopniowo wykracza poza granice Ukrainy i rozprzestrzenia się na cały region" - czytamy.
Widmo kryzysu na zapleczu frontu. Putin planuje nową mobilizację?
Trzecim sygnałem wskazanym przez Foxa jest pogarszająca się sytuacja wewnętrzna w Rosji. Ekspert ocenia, że rosyjska gospodarka znajduje się pod coraz większą presją, mimo że została przestawiona na tryb wojenny.
Wśród oznak problemów wymienia kolejki na stacjach benzynowych, zakłócenia dostępu do internetu i łączności komórkowej oraz niedobory paliwa na okupowanym Krymie. Jego zdaniem trudności gospodarcze nie muszą jednak oznaczać gotowości Kremla do zakończenia wojny.
"Rosja funkcjonuje jako gospodarka wojenna, a Putin stał się przywódcą wojennym. Pokój nie mieści się w jego wyobrażeniu o własnym przetrwaniu politycznym" - pisze Fox.
Analityk przewiduje, że jeśli konflikt będzie trwał do zimy, Putin może zdecydować się na jeszcze bardziej ryzykowne działania. Jednym z rozważanych scenariuszy ma być ogłoszenie częściowej lub całkowitej mobilizacji, która mogłaby objąć co najmniej 500 tys. nowych żołnierzy.
Według Foxa taki krok prawdopodobnie oznaczałby wprowadzenie pełnego stanu wojennego w Rosji. Konsekwencje takiej decyzji mogłyby odczuć nie tylko Ukraina i państwa bałtyckie, ale także pozostali europejscy członkowie NATO.
"W takim przypadku nie tylko Kijów i jego bałtyccy sąsiedzi będą musieli poważnie zastanowić się nad własną obroną przeciwlotniczą. Dotyczy to wszystkich europejskich sojuszników z NATO, w tym Wielkiej Brytanii" - czytamy.
Absolwent Uniwersytetu w Białymstoku. W swojej pracy analizuje globalną geopolitykę, modernizację armii oraz rozwój przemysłu zbrojeniowego.
Bogate doświadczenie w mediach zdobywał krok po kroku. Pracę w zawodzie rozpoczynał w Polska Press, a następnie rozwijał warsztat jako copywriter, dziennikarz i wydawca w ogólnopolskich portalach Interia oraz Wirtualna Polska.
