W Sejmie trwają prace nad kolejnymi projektami zmian ustawy o wychowaniu w trzeźwości. Część proponowanych rozwiązań budzi sprzeciw branży piwowarskiej, która przekonuje, że nowe przepisy zamiast koncentrować się na ograniczaniu nadużywania alkoholu, mogą objąć restrykcjami również produkty bezalkoholowe. O możliwych skutkach projektowanych zmian dla producentów, konsumentów i rynku piwa rozmawiamy z Barłomiejem Morzyckim, dyrektorem generalnym Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego Browary Polskie.
Nowelizacja ustawy o wychowaniu w trzeźwości. Które przepisy budzą największe obawy?
W Sejmie procedowanych jest kilka projektów nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości. Który z nich budzi dziś największe obawy branży piwowarskiej i dlaczego?
Bartłomiej Morzycki: Rzeczywiście mamy do czynienia z bezprecedensową sytuacją – w ciągu roku pojawiło się aż pięć projektów nowelizacji jednej ustawy, z tym że jeden został wycofany z przyczyn proceduralnych. Od początku rzucało się w oczy, że poselskie projekty procedowane obecnie w nadzwyczajnej podkomisji sejmowej omijają najważniejsze problemy dotyczące patologii w spożywaniu alkoholu, a nieproporcjonalnie mocno koncentrują się na restrykcjach dla piwa. A to właśnie branża browarnicza jest przykładem działań na rzecz umiarkowanego i odpowiedzialnego spożycia. Można powiedzieć, że jesteśmy liderem w zakresie redukcji spożycia alkoholu w Polsce ze względu na mocne postawienie na segment bezalkoholowy i działania odpowiedzialnościowe.
Myślę, że we wspomnianych projektach znalazł się szereg bardzo kontrowersyjnych zapisów, z których chyba najdalej idącym jest wprowadzenie zakazu sprzedaży na terenie kraju piwa bezalkoholowego dlatego, że jest podobne do piwa z alkoholem. Nawet jeśli w praktyce taki zakaz miałby niewielkie szanse powodzenia, to pokazuje jednak intencje pomysłodawców tych zapisów: komuś ewidentnie zależy na pozbyciu się tego segmentu produktów z rynku. Segmentu, który według samych Polaków przyczynia się do ograniczenia spożycia alkoholu i jest dla niego dobrą alternatywą.
Zakaz reklamy alkoholu w internecie. Jakie mogą być skutki dla producentów?
Drugim daleko idącym rozwiązaniem jest rozszerzenie zakazu reklamy alkoholu w internecie. Co w praktyce zmieni się dla producentów piwa? Czy znikną wyłącznie reklamy czy także firmowe strony internetowe, profile w mediach społecznościowych i komunikacja z pełnoletnimi konsumentami?
BM: Uregulowanie przestrzeni internetowej jest szczególnie trudnym wyzwaniem. Dowodem na te trudności jest fakt, że obecnie widzimy obecność reklamową online również tych alkoholi, które nie mogą się legalnie reklamować w Polsce. Co więcej – nie ma też pewności, czy zaproponowane zapisy są zgodne z prawodawstwem unijnym. Swoje zastrzeżenia do nowelizacji w tym obszarze zgłosiła już Komisja Europejska, wskazując na możliwe naruszenie dyrektywy e-commerce. Mówiąc w skrócie zwróciła uwagę na to, że jedno państwo członkowskie nie może ingerować w prawodawstwo innego państwa, w którym zarejestrowana jest dana strona lub usługa cyfrowa. Zobaczymy, jak podkomisja sejmowa odniesie się do tych uwag i jakie ostatecznie zapisy zostaną zaproponowane. Jednak śledząc dotychczasowe dyskusje i nastawienie do tej problematyki obawiam się, że rozwiązania mogą przybrać radykalny charakter.
Piwo 0,0 proc. pod większymi restrykcjami? Branża mówi o zagrożeniu dla rynku
Przedstawiciele branży alarmują, że jeden z projektów może uderzyć również w segment piw bezalkoholowych. Które przepisy budzą takie obawy i w jaki sposób mogłyby wpłynąć na obecność piw 0,0 proc. na rynku?
BM: To, co dzieje się wokół produktów zero procent przy okazji prac nad projektami nowelizacji ustawy jest niewytłumaczalne. Mówimy o ustawie, której głównym celem jest przeciwdziałanie nadużywaniu, patologicznemu spożywaniu alkoholu, a pod ostrzałem znalazły się produkty nie zawierające alkoholu i postrzegane jako dobra alternatywa właśnie dla produktów z procentami.
Postrzegam to jako zaawansowaną kampanię lobbingową rozkręconą przez kategorie produktowe, dla których piwo zero stało się realną konkurencją. Nie chodzi tu bynajmniej o kwestie zdrowia publicznego, bo argumenty dobierane są w tak absurdalny sposób i tak dalece odbiegają od faktów, że nie można tu mówić o kreowaniu odpowiedzialnej polityki opartej na wiedzy i realizującej interes społeczny.
W ogóle proszę zauważyć, jak dyskusja o przeciwdziałaniu alkoholizmowi została w jakiś przedziwny sposób skierowana na dyskusję o produktach bezalkoholowych. Badania płynące z całego świata oraz dane rynkowe i konsumenckie jednoznacznie wskazują, że na naszych oczach dokonuje się transformacja na gigantyczną skalę, gdzie konsumenci z własnej woli i masowo rezygnują z alkoholu m.in. na rzecz bezalkoholowych alternatyw. Napoje zero procent przyczyniają się do zmniejszania spożycia alkoholu, a konsumenci deklarują, że dzięki tym produktom jest to łatwiejsze. Dają realną alternatywę, dają wybór, na którym dzisiejszemu konsumentowi zależy.
Jest to globalny, oddolny trend, który w wielu krajach jest wręcz wspierany przez polityki publiczne. Tymczasem w Polsce, niektórzy politycy podchodzą do tego kompletnie na odwrót i wydaje im się, że napoje zero są imitacją alkoholu i mają na celu ukrytą promocję napojów z procentami. W efekcie takiego podejścia oba projekty zakładają zrównanie pod względem restrykcji alkoholu z napojami zero procent. Nie jest istotne, czy mamy do czynienia z piwem zero czy wódką 40% - w ocenie projektodawców są to w zasadzie jednakowe produkty, a nawet gorzej - bo jeden z projektów zakazuje wprost sprzedaży napojów bezalkoholowych. Proszę to dobrze zrozumieć – produkcja i sprzedaż np. wódki byłaby legalna, ale już sprzedaż piwa zero – nielegalna. Bardzo trudno uwierzyć, że takie propozycje formułowane są przez pomyłkę…
A przecież rynek piw bezalkoholowych od lat jest wskazywany jako przykład zmiany nawyków konsumentów na mniej ryzykowne. Czy projektowane przepisy rzeczywiście mogą zahamować ten trend? Jeśli tak, to dlaczego?
BM: No właśnie. Wielu konsumentów stwierdza, że odkąd zaczęli pić piwo zero procent, nie mają już ochoty nie tylko na piwo alkoholowe, ale i na jakikolwiek inny alkohol. Chyba wszyscy intuicyjnie czujemy, że spożywanie czegoś, co nie ma alkoholu, jest mniej ryzykowne lub wręcz całkowicie pozbawione ryzyka w porównaniu do spożywania produktów z alkoholem. Widzimy jednak, że dochodzi do jakiejś przedziwnej próby wmówienia dorosłym ludziom, że sięgając po zerówki ryzykują sięgnięciem po alkohol. Przecież oni mogliby to zrobić, gdyby tylko chcieli, a jednak świadomie postępują inaczej. Co więcej, pewnie wielu z nich pijało wcześniej tylko piwo alkoholowe, a teraz zdecydowało się zmienić swoje przyzwyczajenia i zastąpić je w całości lub w części ich bezalkoholową wersją. Mimo to osoby te ciągle słyszą od polityków, że robią to z innego powodu niż sami wybrali, że nie jest to ich wybór, a ulegli jakiejś manipulacji. Według mnie jest to niepoważne. Dlaczego politycy próbują traktować normalnych, odpowiedzialnych ludzi niczym potencjalnych alkoholików, którzy sami o sobie nie mogą decydować? Niestety przez to mamy festiwal pomysłów, który może zakończyć się fatalnie dla tego młodego trendu bezalkoholowego, który za chwilę może stać się na cenzurowanym tak samo jak alkohol.
Projekty przewidują także zaostrzenie odpowiedzialności przedsiębiorców. Jakie nowe sankcje mogą grozić producentom i czy Pana zdaniem są one proporcjonalne do ewentualnych naruszeń?
BM: Rzeczywiście kary zaproponowane w projektach stają się bardziej dotkliwe, ale naszym największym zmartwieniem są nieprecyzyjne zapisy, które mogą być następnie różnie interpretowane. Jeśli za coś grożą sankcje karne, to musi być jasne za jakie przewinienia. Przykładowo, z zaproponowanej definicji promocji nie wiadomo, czy dotyczy ona konsumentów czy również obrotu między przedsiębiorcami. Inny przykład: definicja napoju bezalkoholowego w jednym z projektów została połączona z zakazem reklamy napojów bezalkoholowych prowadząc do absurdalnego wniosku, że obejmuje także np. sok jabłkowy i kefir. Wydaje się, że autor tych zapisów nie do końca przemyślał temat i nie miał wyobrażenia o skutkach swoich propozycji.
Komisja Europejska ma zastrzeżenia do projektowanych przepisów
W debacie pojawiają się zarzuty, że część projektowanych rozwiązań może być niezgodna z prawem Unii Europejskiej – wspomniał Pan już o uwagach Komisji Europejskiej. Które zapisy budzą największe wątpliwości i jakie konsekwencje może to mieć dla Polski oraz przedsiębiorców?
BM: Oba projekty spotkały się z szerokim zakresem uwag ze strony Komisji Europejskiej oraz niektórych krajów członkowskich Unii. Polska nie może jednostronnie nakładać ograniczeń na legalne produkty, będące częścią legalnego obrotu w Unii Europejskiej. Unia Europejska zwraca szczególną uwagę na zakres ingerencji w obszar szeroko pojętych swobód. Państwa członkowskie mają możliwość stawiania na czele polityk zdrowotnych kosztem np. praw i swobód gospodarczych, ale nie mogą tego czynić w sposób nadmierny, nieograniczony i nieproporcjonalny, zwłaszcza jeśli osiągnięcie celu zdrowia publicznego możliwe jest innymi sposobami. Taki przypadek mamy właśnie w Polsce. Rynek systematycznie się kurczy, spożycie alkoholu spada i podjęte interwencje regulacyjne (np. mapa akcyzowa – czyli plan przewidywalnych podwyżek akcyzy, nocna prohibicja w miastach) przynoszą spodziewany skutek. Nie ma zatem uzasadnienia dla wprowadzania dalej idących regulacji skoro te dotychczasowe są wystarczające i zapewniają osiąganie celu.
Czy polskie browary będą w gorszej sytuacji niż zagraniczna konkurencja?
Czy w takim razie nowe przepisy mogą doprowadzić do sytuacji, w której polscy producenci piwa będą objęci większymi ograniczeniami niż ich konkurenci z innych państw Unii Europejskiej?
BM: Już dziś mamy pod wieloma względami znacznie bardziej restrykcyjne przepisy niż w Europie. Na przykład, w zakresie reklamy piwa, tylko w dwóch państwach UE mamy całkowity zakaz. W pozostałych reklama piwa jest dozwolona w sposób ograniczony, z czego w większości przypadków na mniej rygorystycznych zasadach niż w Polsce. U nas przecież można reklamować piwo tylko po godzinie 20:00 pod warunkiem respektowania szeregu ograniczeń co do treści przekazu. A tymczasem dyskusja przebiega w taki sposób, jakby panowała tu pełna swoboda. Propozycje, które padają w projektach są dość radykalne i mają na celu nie tylko uniemożliwienie reklamy, ale w zasadzie prowadzą do całkowitego wypchnięcia wszelkiej obecności piwa z miejsc publicznych – przykładowo, z tak naturalnych przestrzeni jak restauracyjne ogródki piwne. Wprowadzenie w życie nowych zakazów wiązałoby się z niemożliwością organizacji wydarzeń typu festiwale piwa, brakiem reklam i sponsoringu klubów sportowych, wydarzeń muzycznych czy lokalnych imprez, na których dotychczas obecny był miejscowy browar. Doprowadzi to też do sytuacji, w której konkurencyjne, zagraniczne marki piw - niemieckich, czeskich czy belgijskich - będą dalej obecne w przestrzeni publicznej - ich loga będziemy mogli utrwalać sobie oglądając transmisje sportowe czy podróżując po Europie. Problem będzie dotyczył tylko polskich marek, których reklama i promocja na rodzimym rynku staną się zakazane.
Co nowe przepisy oznaczają dla konsumentów, handlu i małych browarów?
Kto Pana zdaniem najbardziej odczuje skutki tych zmian? Czy będą to przede wszystkim duże browary, małe i regionalne firmy, producenci piw bezalkoholowych, handel, a może sami konsumenci?
BM: Niekorzystne zmiany będą odczuwalne przez wszystkie podmioty z branży niezależnie czy jest to duży browar czy mały. Obecnie obserwujemy, że coraz śmielej reklamują się również mniejsze browary, piwa regionalne czy rzemieślnicze. Pokazują swoje marki na lokalnych czy regionalnych wydarzeniach. Zakaz reklamy oznacza, że te marki nie będą mieć możliwości rozwinięcia się - nie przebiją się trwale do świadomości konsumenta bez odpowiedniego wsparcia marketingowego. Konsument będzie utrwalał sobie tylko marki duże, często globalne, gdyż będzie się z nimi spotykał w różnych miejscach, na przykład w transmisjach meczów - niezależnie od polskiego zakazu. Stracą na tym również krajowi nadawcy medialni i agencje, a restauratorów czeka kosztowna wymiana wyposażenia ogródków piwnych, jeżeli teraz znajdują się tam parasole i meble z logo browaru. Potężną wyrwę odczują kluby sportowe, które utracą piwnych sponsorów podczas gdy ich konkurenci zza miedzy nadal będą mogli być sponsorowani. Grono dotkniętych potencjalnymi zmianami będzie wyjątkowo szerokie. Bo spadki na rynku piwa pociągają za sobą również mniejsze zamówienia surowców rolnych, mniejsze potrzeby logistyczno-transportowe, mniejszą sprzedaż w małym handlu…
"Państwo powinno wspierać wybór produktów zero procent"
Gdyby miał Pan dwie minuty na sejmowej mównicy i mógł przekonać posłów do zmian w tych projektach, jaki byłby Pana najważniejszy argument? Które przepisy bezwzględnie należałoby poprawić, aby osiągnąć cele zdrowotne, nie niszcząc jednocześnie rynku piwa i rozwijającego się segmentu piw bezalkoholowych?
BM: Od lat obserwujemy trwały trend odchodzenia od alkoholu, którego spożycie w Polsce jest już na poziomie najniższym na przestrzeni ostatnich dwóch dekad. Konsumenci dokonują coraz bardziej świadomych wyborów i poszukują alternatyw, które pozwalają podtrzymać socjalizującą funkcję picia piwa bez spożywania procentów. Nasza odpowiedzialność i konsekwencja doprowadziły także do znaczącego zmniejszenia sięgania po piwo przez osoby niepełnoletnie. Branża piwowarska jest w momencie najważniejszej transformacji swojej działalności od wielu lat. To dzięki nam na szeroką skalę dostępne stały się zamienniki alkoholu, które wprowadziły nową jakość na rynek i realnie przyczyniły się do zmniejszenia spożycia alkoholu. Rozwój nowych produktów zero przy jednoczesnym kurczeniu się rynku tradycyjnych piw to dla branży szansa na uratowanie zakładów i miejsc pracy oraz zapewnienie wykorzystania surowców rolnych i innych zasobów. Podczas gdy inne branże próbują rozwijać się poprzez oferowanie różnych nowych form napojów alkoholowych, branża piwowarska odważnie postawiła na produkty zero procent wpisując się w realizację celów polityki zdrowotnej. Zyskało to społeczną akceptację. Bezalkoholowa piwna rewolucja zasługuje na wsparcie, a nie kreowanie barier. Nie osiągniemy sukcesu w profilaktyce i zwalczaniu patologii poprzez działania prowadzone wbrew konsumentom. Państwo powinno wspierać prozdrowotne wybory i kształtować pozytywne wzorce. Do nich należy ograniczanie spożywania produktów alkoholowych i świadomy wybór „zero” . Biorąc pod uwagę popularność piwa wśród konsumentów branża piwowarska może być idealnym sprzymierzeńcem w osiągnięciu tych celów.
Doktor nauk społecznych w dyscyplinie nauk o bezpieczeństwie, absolwentka Wojskowej Akademii Technicznej. Stopień doktora uzyskała na podstawie rozprawy pt. "Koncepcja systemu bezpieczeństwa socjalnego Polski z uwzględnieniem zjawiska prekariatu", poświęconej wyzwaniom współczesnej polityki społecznej i rynku pracy. Specjalizuje się w zagadnieniach dotyczących polityki rodzinnej, rynku pracy oraz systemu zabezpieczenia społecznego.
